Straty spowodowane marcowymi i kwietniowymi przymrozkami oraz gradobiciem zostały oszacowane przez specjalne komisje wojewódzkie na zlecenie Ministerstwa Rolnictwa na ponad 845 milionów złotych. Nagrania i zdjęcia zniszczeń obiegły polskie media, ukazując desperację sadowników, którzy próbowali ratować swoje plony poprzez palenie ognisk w sadach.

Pomimo trudnej sytuacji, Komisja Europejska przyznała Polsce jedynie 37 milionów euro pomocy z rezerwy rolnej. Profesor Tomasz Grzegorz Grosse skomentował, że Unia Europejska w zbyt małym stopniu reaguje na wyzwania klimatyczne i pomaga rolnikom dostosować się do ekstremalnych warunków pogodowych. Podkreślił również, że polityka klimatyczna UE nie uwzględnia wystarczająco skutków takich anomalii pogodowych jak przymrozki czy gradobicia.

Prof. Grosse zwrócił uwagę, że mimo deklaracji premiera Donalda Tuska i jego ministrów o dobrych kontaktach w Brukseli, nie przekłada się to na znaczącą pomoc finansową dla polskiego rolnictwa. "Mogliśmy spodziewać się dużo większej pomocy dla Polski, biorąc pod uwagę, że mamy prounijny rząd" – dodał Grosse.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi ogłosiło, że progi wsparcia dla rolników, którzy ponieśli straty w wyniku ekstremalnych warunków pogodowych, będą identyczne jak w ubiegłym roku. Dotacje wynoszą od 250 do 1000 zł za hektar w zależności od skali zniszczeń.

Krzysztof Cybulak, wiceprezes Związku Sadowników RP, zaapelował o dodatkowe wsparcie, w tym wakacje kredytowe i tanie kredyty klęskowe dla poszkodowanych sadowników. Wskazał, że obecne wsparcie jest niewystarczające, a wielu sadowników zmaga się z poważnymi problemami finansowymi.

Wielu rolników skarży się na brak realnej pomocy. Krzysztof Chmiel, rolnik z Lubelszczyzny, zauważył, że pomimo szacunków strat dokonanych przez komisje, nie słyszy się o wypłatach. Dodał, że takie anomalie pogodowe, jak przymrozki czy gradobicie, powodują nie tylko straty na obecny sezon, ale także na przyszłe lata, zwiększając koszty regeneracji upraw.