W Prawie i Sprawiedliwością pojawia się coraz więcej głosów prominentnych polityków z premierem Mateuszem Morawieckim, ministrem Jackiem Sasinem czy posłem Markiem Suskim na czele, które winą za wyborczą porażkę PiS próbują zrzucić na wyrok Trybunału Konstytucyjnego znoszącego przesłankę eugeniczną, jako uprawniającą do abortowania dzieci poczętych.
Teraz do zarzutów tych postanowił ustosunkować się poseł PiS dr Bartłomiej Wróblewski, który był jednym z inicjatorów wspomnianego poselskiego wniosku do TK w sprawie aborcji eugenicznej.
„Jest rzeczą psychologicznie zrozumiałą, że bezpośrednio odpowiedzialni za politykę ostatnich lat i kampanię, odsuwają od siebie odpowiedzialność za wynik wyborczy. Dodatkowo ujawniają się podziały ideowe w Zjednoczonej Prawicy. Ochrona życia zawsze była solą w oku części bardziej liberalnej. Jeśli więc przy okazji obecnych powyborczych dyskusji można byłoby przesunąć prawicę bardziej do centrum, to chętnie wykorzystuje się okazję” – powiedział Wróblewski w rozmowie z portalem dorzeczy.pl.
Poseł Wróblewski nadmienił również, że wewnątrz PiS są siły, które chętnie widziałyby tą partię jako przesuwającą się w kierunku „europejskiej prawicy” – „postępowej” i „bezobjawowej”.
„Należę do ideowej części Prawa i Sprawiedliwości, konserwatywno-chrześcijańskiej. Bronimy i będziemy bronić w polityce wartości, które są dla nas najważniejsze, są zawarte w polskiej Konstytucji i niezbędne do zachowania polskiej tożsamości narodowej. Są to sprawy suwerenności, ochrony życia i rodziny, prawa rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, wolność religijna, a także realne możliwości funkcjonowania polskiej przedsiębiorczości” – mówił Bartłomiej Wróblewski.
Parlamentarzysta z Poznania przypomniał, że PiS w latach poprzedzających przejęcie władzy oraz w czasie kampanii wyborczej przed wyborami 2015 roku „stawało w obronie dzieci nienarodzonych i zapowiadało wzmocnienie prawnej ochrony życia”.
„Dlatego było oczywistą rzeczą, aby po wygranych wyborach się w tę sprawę zaangażować. Tym bardziej, gdy podjęły ją organizacje pro-life zbierając setki tysięcy podpisów pod kolejnymi projektami obywatelskimi. Wtedy posłowie PiS szczególnie zaangażowani w sprawy ochrony życia, w tym Piotr Usciński i ja, proponowali, aby szukać kompromisu i zrealizować przynajmniej niektóre postulaty dotyczące ochrony życia. Gdy jednak w 2016 r. upadła inicjatywa obywatelska, zaproponowałem na wzór wniosku do Trybunału Konstytucyjnego z 1996 r. złożenie w tej sprawie analogicznego wniosku, a następnie go przygotowaliśmy. Przypomnę, że w 1996 r. skutecznie zakwestionowano aborcję z tzw. względów społecznych, a po wnioskach wniosku z 2017 r. i 2019 r. aborcję ze względów eugenicznych” – przekonywał dr Wróblewski.
Bartłomiej Wróblewski podkreślił, że przygotowanie wniosku do TK było poprzedzone rozmową najpierw z przewodniczącym klubu Ryszardem Terleckim, a następnie prezesem Jarosławem Kaczyńskim.
„Dopiero po uzyskaniu akceptacji rozpoczęło się przygotowanie wniosku. Zanim rozpoczęliśmy zbieranie podpisów, także uzyskaliśmy akceptację władz PiS, a informacja o zbiórce była przedstawiona na posiedzeniu klubu parlamentarnego PiS. (…) Wreszcie zanim wniosek został złożony, pytaliśmy o to jesienią 2017 r. prezesa PiS. Przypominam te okoliczności, bo byliśmy nie tylko ostrożni, ale wręcz zachowawczy i na każdym etapie sprawę konsultowaliśmy” – stwierdził Wróblewski.
Jak oznajmił poseł ze stolicy Wielkopolski „sytuacja inaczej wyglądała po dwóch latach, kiedy ten wniosek nie został przez TK rozpatrzony, a sprawa zgodnie z zasadą dyskontynuacji została umorzona”.
„Mieliśmy wówczas jako posłowie z Parlamentarnego Zespołu Na Rzecz Życia i Rodziny wątpliwości, czy składać go ponownie skoro TK przez dwa lata tak ważnej sprawy nie rozpatrzył. Tym bardziej, że towarzyszyły temu zarzuty ze strony organizacji pro-life, że wniosek służy za alibi, by nie podjąć tej sprawy w Sejmie, a w szczególności nie podjąć prac nad projektem obywatelskim. Wówczas jednak na początku kadencji w listopadzie 2019 r. pojawiło się już wyraźne oczekiwanie i prośba ze strony kierownictwa PiS, żeby ten wniosek ponowić. Wniosek był dobrze przygotowany i Trybunał uznał niekonstytucyjność przesłanki eugenicznej. Bardzo ładnie powiedział o tym ostatnio minister Paweł Wdówik na konwencji Prawa i Sprawiedliwości w Katowicach, gdzie wskazał, że to był wyrok który przywrócił godność osobom chorym i niepełnosprawnym, gdyż w jego wyniku została zakończona w Polsce selekcja ludzi. I tak powinniśmy wszyscy mówić od 2020 roku” – podkreślił Bartłomiej Wróblewski.
Dr Wróblewski oznajmił, że wniosek do TK był oparty wyłącznie o „argumenty natury konstytucyjnej”: godność człowieka (art. 30), prawo do życia (art. 38), zakaz dyskryminacji chorych i niepełnosprawnych (art. 32), a nie o argumenty polityczne, obyczajowe czy religijne.
„Opieraliśmy się na wcześniejszych orzeczeniach TK z 1998, 2004 i 2008 oraz głosach doktryny prawa, co dla wielu niewygodne w większości wspierających po 2015 opozycje jak Andrzej Zoll czy Marek Safian” – powiedział parlamentarzysta, dodając, że nie spotkał się dotąd z jakąkolwiek „poważną prawną polemiką” z tym wnioskiem”.
„Uznanie selekcji ludzi za niekonstytucyjne było więc najbardziej prawdopodobnym rozstrzygnięciem. Dziś powtarzają to niemal wszyscy. Czy to nie paradoksalne, że przez trzy lata od złożenia wniosku rząd nie przygotował się do wydania orzeczenia? Że nie przygotowano rozwiązań wzmacniających społeczną akceptację wyroku? A jeszcze dziwniejsze, że przez kolejne trzy lata od 2020 r. nie wykonał dyspozycji Trybunału dotyczących konstytucyjnych obowiązków państwa wobec kobiet w trudnych ciążach i okresie okołoporodowym?” – mówił Bartłomiej Wróblewski.
„Przez sześć lat chowano głowę w piasek. Dodatkowo pojawiły się niejasne ruchy w Ministerstwie Zdrowia, które podważyły z trudem dzięki wyrokowi odbudowane zaufanie środowisk katolickich. Zgodnie z doniesieniami mediów miano stworzyć nowe pozakonstytucyjne przesłanki do przerywania ciąży. Od czerwca setki tysięcy naszych wyborców otrzymywało informacje w tej sprawie, w praktyce zniechęcające do głosowania ma nas. To jedna z przyczyn odpływu wyborców chrześcijańskich, relatywnie dobrego wyniku Polska Jest Jedna, braku zaangażowania w kampanię wielu naszych wyborców. Mogliśmy mieć całą, czy niemal całą tę grupę po swojej stronie. Trudno zrozumieć, dlaczego to zlekceważono” – ocenił dr Wróblewski.
Do zaniechań obozu rządzącego w sprawie kwestii wskazanych przez TK, poseł Wróblewski zaliczył m.in. większe wsparcie dla matek w trudnych ciążach, opiekę perinatalną, czy też pomoc kobietom i rodzinom w okresie okołoporodowym, gdy rodzą się dzieci chore i niepełnosprawne.
„Ze względu na to, że rząd nie działał, pojawiły się projekty poselskie Michała Wójcika, a także nasz Parlamentarnego Zespołu Na Rzecz Życia i Rodziny, ale zostały zablokowane. Wybrano najgorszą z możliwych strategii. Nikogo takimi działaniami nie przeciągnięto, a wielu wyborców odstraszano” – mówił Wróblewski.
„Jeszcze raz przypomnę, że w 2019 roku to kierownictwo PiS nalegało na ponowne złożenie wniosku” – podkreślił Bartłomiej Wróblewski, stwierdzając, że obecne głosy z obozu PiS, dystansujące się wobec orzeczenia TK to próba „zdjęcia odpowiedzialności za ostatnie lata rządów i kampanię”.
„W ocenie konserwatywnej strony PiS, to odejście od naszych wartości osłabiło nasze poparcie. Mówiłem już o rozczarowaniu wielu wyborców katolickich, minister Krzysztof Ardanowski wielokrotnie zwracał uwagę na błędy popełnione względem polskiej wsi. Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców wskazywał na sprawy mikro i małych polskich firm, w tym obciążenia ZUS. Inne sprawy to m.in. i ujmując hasłowo: zbyt restrykcyjna polityka covidowa, Polski Ład, pomysły, by zrezygnować z gotówki, rezygnacja z części naszej suwerenności względem Unii, kamienie milowe i Fit for 55, jednostronna polityka względem Ukrainy, ciągle powracające propozycje ograniczeń dotyczące edukacji domowej, niechęć wobec systemowego wsparcia szkol niesamorządowych, forsowanie wbrew naszym wyborcom ma ostatniej prostej zmian w prawie geologicznym i górniczym” – wyliczał dr Wróblewski.
Zdaniem posła PiS z Poznania wszystkie te wymienione błędy i zaniechania „mają jeden wspólny mianownik”, o czym konserwatyści wewnątrz partii mieli informować jej władze. Problemem tym ma być fakt, że „w kierownictwie partii i rządzie zbyt mocno dominowały głosy centrowe, a niekiedy wręcz technokratyczne, a brakowało konserwatywnych”.
„Przestano słuchać naszego zaplecza, a czasami wręcz pojawiała się pokusa, by je pouczać i wychowywać. Reprezentowanie wyborców chrześcijańskich nie może sprowadzać się do obecności w pierwszych rzędach na uroczystościach kościelnych czy dofinansowaniu zabytków, ale musi znajdować wyraz w treści naszej polityki. Miało to swoje konsekwencje w ostatnich latach rządów i w kampanii. Jak ministrowie-eksperci mają rozumieć, czego oczekują prawicowi wyborcy?” – skonstatował dr Bartłomiej Wróblewski i przestrzegł: „Jeśli nie wyciągniemy wniosków, czeka nas dalszy odpływ wyborców prawicowych”.
