Fronda.pl: Praktycznie od wybuchu wojny przewidywał Pan, że prędzej czy później w Rosji wybuchnie „przewrót pałacowy” inicjowany przez osoby niechętne polityce Władimira Putina. Czy zdumiewa Pana fakt, że za przewrotem stoi nie żaden z kremlowskich mocarzy, ani oligarchów, ale lider grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn?

Dr Witold Sokała, wicedyrektor Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Polityk Publicznych UJK w Kielcach: W chwili gdy rozmawiamy, nie jest jeszcze jasne, czy Prigożyn działa sam, czy też ma wsparcie kogoś silniejszego. Może grupy generałów i oligarchów, a może nawet… Chińczyków? Ale to moim zdaniem wątpliwe. Obstawiam wariant – i to bez specjalnego zaskoczenia – że Putin po prostu wyhodował sobie tego potworka i teraz musi go zabić. Co zapewne nastąpi, może nawet w sensie dosłownym. Ale generalna teza znajduje potwierdzenie: putinowska Rosja jest podatna na bunty, więc trzeba naciskać na nią coraz mocniej, tak na froncie, jak i poprzez kolejne pakiety sankcji, żeby przybliżać implozję. Ta wojna jest do wygrania, i to nie tylko w sensie odzyskania kolejnych kilometrów kwadratowych – także w sensie doprowadzenia do głębokich i pozytywnych zmian w Rosji. Choć to jeszcze długa droga.

Czy Pana zdaniem ta próba przewrotu jest wynikiem osobistych ambicji Prigożyna? Czy rzeczywiście mogło dojść do ataku sił zbrojnych Rosji na bazę Wagnerowców, czy to jedynie „przykrywka”?

Prigożyn to bez wątpienia tak zwany „słup”, czyli człowiek który w imieniu i w interesie swoich mocodawców latami odwalał czarną robotę, by oni mogli udawać, że mają czyste ręce. Wykorzystany do wsparcia działań przeciwko Ukrainie, chyba uwierzył w swój geniusz i sprawczość – a teraz przyszła pora weryfikacji. Z tym, że gnijące imperium Putina zabrało się do tego po swojemu, i sytuacja wymknęła się spod kontroli. Jak zastrzegałem – o ile za Prigożynem nie opowie się szybko jakaś grupa znacznie od niego potężniejsza, to skończy się pacyfikacją buntowników. Ale straty dla reżimu i tak będą ogromne.

Jakie miejsce w rosyjskiej polityce może widzieć dla siebie Prigożyn? Czy jego ambicje sięgają prezydentury, czy może chodzić mu o wymianę kadr w ministerstwie obrony?

Ambicje Prigożyn bez wątpienia miał wielkie, ale to już dziś nieistotne. Może Putin robił mu nadzieje na jakieś wysokie stanowiska, dopóki uważał go za użytecznego, na przykład dla balansowania pozycji Szojgu i Gierasimowa. Teraz, nawet gdyby jakimś cudem bunt się powiódł, to i tak ta hipotetyczna, wpływowa grupa która zdoła obalić Putina, raczej szybko odstrzeli także Prigożyna – z prostego powodu, bo za dużo wie. I mógłby być groźny także dla niej. Najlepsze natomiast, co może jeszcze spotkać byłego „kucharza Putina”, to wymknięcie się z tego zamieszania za granicę i tam odegrania roli w antyputinowskiej opozycji. Jego kontakty i insajderska wiedza, także ta dotycząca operacji zagranicznych grupy Wagnera, będą też cenne dla zachodnich wywiadów. Przy odrobinie szczęścia może to więc oznaczać dostatnią emeryturę.

Jak ta sytuacja przełoży się na działania na froncie ukraińskim? Czy Pana zdaniem nieprzypadkowo pucz nastąpił właśnie wtedy, kiedy ukraińska kontrofensywa nie rozwinęła jeszcze skrzydeł?

Pucz nastąpił raczej wtedy, gdy stronom wewnętrznej rosyjskiej rozgrywki puściły nerwy. Oczywiście, to ma pośredni związek z wydarzeniami na froncie, ale raczej w tym sensie, że i Putin i Prigożyn bardzo boją się kolejnego, już znacznie silniejszego uderzenia Ukraińców. A skutki tych wydarzeń i tak będą dla Rosji bolesne. Po pierwsze, ewentualne siłowe zdobywanie Rostowa znacznie utrudni lub wręcz na jakiś czas sparaliżuje logistykę wojsk walczących w Ukrainie. Po drugie, słowa Prigożyna o prawdziwych celach operacji ukraińskiej i o popełnionych w jej trakcie straszliwych błędach władz będą już krążyć w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej, i podważać autorytet obecnego kierownictwa. A to z kolei przybliża scenariusz kolejnych buntów, tym razem z udziałem osób i grup naprawdę wpływowych. Po trzecie, zapewne chińscy towarzysze z przerażeniem i niesmakiem patrzą teraz na rosyjski bajzel. I kto wie, czy to ostatnie nie jest dla Kremla najgorszą wiadomością.