Nieprawdziwa depesza pojawiła się dwukrotnie w piątek na platformie PAP - o godzinie 14:00 i 14:20. Agencja szybko zareagowała, informując, że "źródłem depeszy nie jest Polska Agencja Prasowa".
Do sprawy odniósł się wicepremier Krzysztof Gawkowski, który poinformował, że wszystko wskazuje na "prawdopodobnie rosyjski cyberatak". Jego celem miała być "dezinformacja przed wyborami, sparaliżowanie społeczeństwa".
Gawkowski podkreślił, że sytuacja została opanowana w ciągu zaledwie „kilku minut”, a polskie państwo wykazało się sprawnością w szybkiej reakcji. Zaznaczył również, że do sprawy włączony został premier Donald Tusk.
Jak wyjaśnił wicepremier, wstępne ustalenia wskazują, że fałszywa depesza mogła pojawić się w wyniku "złośliwego oprogramowania". Służby, w tym Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, prowadzą obecnie dochodzenie w tej sprawie.
Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński podkreślił, że żadne polskie media nie powielały tej fałszywej informacji, a "postarały się o sprawdzenie źródła". Według niego, celem ataku było "zasianie niepewności" w społeczeństwie.
Eksperci oceniają, że ten incydent wpisuje się w szerszą strategię Rosji, która w obliczu zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego, próbuje zdestabilizować sytuację w Polsce i innych krajach UE. Gawkowski zapowiedział, że takich prób dezinformacji będzie prawdopodobnie znacznie więcej do dnia głosowania.
