Jak skomentował projekt Disneya konserwatywny dziennikarz Ben Shapiro, nowa wersja powinna nosić tytuł: „Latynoska osoba, sześć dużych osób i jedna mała osoba”. Shapiro skrytykował pomysł, by w nowej wersji słynnej baśni dla dzieci walczyć ze stereotypami poprzez promowanie „różnorodności” w obsadzie krasnoludków. Stwierdził on, że „dziwne” byłoby obrażanie się na fakt, że siedmiu krasnoludków (w j. ang. dwarf, co znaczy też „karzeł”) przedstawiono jako „karłów”, gdyż przecież to oni są pozytywnymi bohaterami tej opowieści, którzy zabijają złą macochę czarownicę.
Wygląda na to, że Disney postanowił przerobić siedmiu krasnoludków po krytyce, jaką wygłosił znany aktor Peter Dinklage, który sam cierpi na karłowatość. Uznał on, że nie można być „postępowym w jeden sposób”, a jednocześnie tworzyć film zawierający „opowieść o siedmiu karłach [krasnoludkach] żyjących w jaskini”.
Tytułowej bohaterki w nowej wersji nie ocali też książę. Twórcy uznali, że jest to za mało postępowe. W jednym z wywiadów Zegler uznała księcia za „natręta”. Mówiąc o kreskówce Disneya z 1937 r. powiedziała, że skupia się ona bardzo na „historii miłosnej z facetem, który dosłownie prześladuje Śnieżkę. Dziwne, dziwne”. Dodała też, że remake w rzeczywistości „nie będzie w ogóle dotyczył historii miłosnej, co naprawdę, naprawdę jest cudowne”. W jeszcze innym wywiadzie aktorka powiedziała, że główna bohaterka „nie będzie ocalona przez księcia i nie jest kimś, kto będzie śnić o prawdziwej miłości”.
Zapowiada się zatem feministyczna wersja Królewny Śnieżki, gdyż Zegler stwierdziła, że stara wersja jest „niezwykle przestarzała, jeśli chodzi o idee o kobietach pełniących władzę i to, do czego kobieta się nadaje”. Jak powiedziała Gal Gadot, która również zagra rolę w nowej produkcji Disneya, Śnieżka jest „proaktywna” i to ona „ustala warunki”. Oczywiście zdaniem obu aktorek ta feministyczna narracja ma mieć większy „związek” ze współczesnością.
Jak zauważył z ironią Matt Walsh, pogardliwe wypowiedzi Zegler o kreskówce z 1937 r. to „naprawdę interesująca strategia marketingowa”. Zarówno Walsh, jak i inni konserwatywni komentatorzy przewidują kolejną finansową i frekwencyjną klapę Disneya i zastanawiają się, dlaczego w ogóle robić przeróbkę starej wersji, skoro ma ona z nią niewiele wspólnego, zamiast nowego filmu.
