- Przyjaźń między Niemcami a Francją znajduje się na niskim poziomie. Paryż ma pretensje nie tylko do "podwójnego boomu" Berlina. Zastanawia się, czy jeszcze pasuje się do siebie strategicznie - pisze dla Die Welt Sascha Lehnartz, komentując przegłosowany w Unii Europejskiej plan wpompowania w niemiecką gospodarkę 200 miliardów euro. Takie zasilenie nie tylko stoi w całkowitej sprzeczności z europejską solidarnością, ale narusza także warunki konkurencji i - co więcej – tak ogromna pomoc publiczna nie została uzgodniona z partnerami.

Jak się okazuje, te i inne czynniki zapewne spowodowały, że Francja przełożyła „coroczne konsultacje międzyrządowe z Niemcami, a sposób, w jaki tego dokonała, wywołał dyplomatyczne trzęsienie ziemi” – czytamy.

- Prezydent Francji nie szczędzi słów krytyki pod adresem kanclerza Olafa Scholza, oskarżając Niemcy o brak solidarności i destabilizację Europy – pisała przed tygodniem na łamach Die Welt Martina Meister.

Lehnartz jako główną przyczynę zgrzytów pomiędzy Francją a Niemcami wskazuje wojnę na Ukrainie, która rodzi – wskazuje - „niezliczone punkty sporne w stosunkach niemiecko-francuskich, które w czasie pokoju można było bagatelizować lub omijać”.

Zwraca też uwagę na ogromną skalę nieprzychylnego nastawienia do Niemiec prezentowanego przez francuskie media, które przyjaźń niemiecko-francuską w dzisiejszych czasach określają jako "mit", "chimeryczną" lub "nieistniejącą".

Wraca się także do tematu otwartej ciągłej rywalizacji pomiędzy tymi krajami, która był skrywana „za retoryką przyjaźni”. Ponadto Niemcy stale odrzucają europejskiej rozwiązania, co w ostatnim czasie szczególnie i coraz bardziej irytuje Paryż. Wytyka się Niemcom chęć sprawdzania wodoru z Afryki na własną rękę.

Jak czytamy, blokada przez Paryż gazociągu MidCat z Hiszpanii także wynika z tej irytacji Pałacu Elizejskiego – ma to być formą powiedzenia "przyjaciele, dosyć tego".

Niemiecki publicysta do listy pretensji Paryża zalicza także kwestie związane ze wspólną polityką obronną, zwłaszcza jeśli chodzi o projekt wspólnego czołgu. W projekcie tym brak entuzjazmu ze strony Niemiec ma być bardzo wyraźny. Podobnie ma się sprawa samolotu bojowego szóstej generacji.

- Francuzi rozczarowani są niemieckimi zapowiedziami zakupu amerykańskich F-35. Paryżowi nie podoba się również niemiecka koncepcja "europejskiej obrony powietrznej", która ma być realizowana wspólnie z USA – argumentuje Lehnartz.

Niemieckiemu publicyście nawet wobec Francji nie udało się zachować postawy dalekiej od podkreślania niemieckiej wyższości.

- To, że Niemcy posuwają się dalej na wschód, bezwzględnie stawiają własne interesy gospodarcze ponad europejskie dobro wspólne i chcą pomniejszyć Francję, to francuski lęk, który zawsze jest żywiony poczuciem ekonomicznej niższości wobec silnego sąsiada. Mimo to trzeba je traktować poważnie - pisze Lehnartz.

Rozważania niemieckiego autora skomentował na Twitterze Jacek Saryusz-Wolski, europoseł PiS.

Czy to koniec niemiecko-francuskiego unijnego "motoru"? “Do tej pory konflikty były ukrywane" – napisał polityk.