- Próbujemy przekonać naszych partnerów w Europie do dalszych sankcji wobec Moskwy. Musimy jako Europejczycy działać w sposób skoordynowany - powiedział pismu Welt am Sonntag (weekendowe wydanie "Die Welt") Marcin Przydacz z Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

W artykule Przydacz został określony mianem "jednego z najaktywniejszych i międzynarodowo uznanych polskich dyplomatów". Podkreślono także, że Przydacz zaangażowany jest w politykę wschodnią i politykę bezpieczeństwa.

Na łamach Welt am Sonntag przeczytać można, że zgodnie z propozycją Przydacza, sankcje miałyby "całkowicie zablokować europejski eksport technologii". Miałyby one dotyczyć ponadto wszystkich towarów, które mogą zostać wykorzystane przez wojsko.

Autorzy artykułu Philipp Fritz (znany z częstego komentowania spraw polskich) oraz Christoph B. Schlitz wskazują ponadto, że szeroka interpretacja tego pojęcia może oznaczać zakaz eksportu do Rosji nawet takich towarów, jak opony i klocki hamulcowe, ponieważ mogą być one wykorzystywane w pojazdach wojskowych.

Propozycja Przydacza obejmuje także silniejsze uderzenie w rosyjskie banki i tamtejszy sektor finansowy, a także walkę z rosyjską propagandą.

"Władze w Warszawie uważają „ruski mir” za ideologię, która rozpowszechniana jest także w publicznych debatach w Europie. Z powodu rosyjskiej propagandy obecnej także w poważnych zachodnich audycjach telewizyjnych, zdaniem strony polskiej w Europie może dojść do załamania poparcia dla Ukrainy" - piszą autorzy artykułu.

Temat siódmego pakietu sankcji zostanie poruszony najpewniej już jutro na spotkaniu szefów MSZ państw UE w Luksemburgu. Żadne decyzje nie zapadną, ale temat zostanie przedyskutowany.