Po wejściu w życie zakazu handlu w niedziele sklepy wykorzystały luki prawne w przepisach i zamieniały się w „punkty pocztowe”. Przepisy więc uszczelniono. Dyskonty jednak nie zrezygnowały. Zaczęły tworzyć „kluby czytelnicze” czy „wypożyczalnie sprzętu sportowego”.
Na wniosek Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność” opinię na ten temat przygotowali prawnicy z Uniwersytetu Jagiellońskiego, do której dotarł portal money.pl. Jednoznacznie wynika z niej, że sklepy łamią prawo.
- „Aby prowadzić działalność handlową w niedziele i święta, placówkę i zakład muszą łączyć dwie relacje. Relacja przestrzenna – placówka znajdować się musi na terenie zakładu, oraz relacja funkcjonalna — celem prowadzenia placówki handlowej ma być zwiększenie użyteczności oraz atrakcyjności zakładu. W tym układzie to zakład pozostaje jednostką główną i nadrzędną, a działalność handlowa ma znaczenie poboczne”
- wyjaśniają autorzy.
W przypadku sklepów otwierających „czytelnie” placówka handlowa nie jest jej podporządkowana.
- „Możliwość zakupu artykułów spożywczych nie służy poprawie funkcjonalności czytelni, nie zwiększa użyteczności czy atrakcyjności tej drugiej”
- podkreślają prawnicy.
