Z rozżaleniem autorzy piszą, że media nagłaśniają sprawę, władze się o tym dowiadują, ale ostatecznie sprawie jest ukręcana głowa, jak to miało miejsce w tym przypadku, kiedy media lewicowe i „proekologiczne” biły na alarm, żeby wstrzymać wycinkę na obszarze Nadleśnictwa Stuposiany, ponieważ rzekomo miał się tam zagnieździć orlik krzykliwy.
Organizacje te – podkreślają autorzy - po pierwsze podnoszą temat rzekomej kompromitacji Lasów Państwowych oraz podważają kompetencje leśników.
- Po drugie, „odkrycie” gniazda jest doskonałą okazją do przeprowadzenia medialnej nagonki i założenia kolejnej zbiórki na działania, których skuteczność zostaje rzekomo dowiedziona tym ogłaszanym wszem i wobec sukcesem – czytamy.
- Po trzecie, oznacza to, że wielu z nas przeczytało tę eko-informację, połknęło ją bez zastanowienia i sprawdzenia, a na koniec, być może wpłaciło jakiś datek na zaprzestanie wycinki drzew lub tworzenie kolejnej strefy ochronnej – stwierdzają autorzy.
Zwracają oni też szczególną uwagę i zachęcają, aby w sytuacjach takich i innych zbiórek pieniędzy darczyńcy sprawdzili rzetelność informacji oraz wiarygodność organizacji, które za tym stoją.
A jak zakończyła się omawiana historia z dr. Antonim Kostką z Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze, który wszczął alarm w mediach społecznościowych, jakoby Lasy Państwowe chciały ściąć drzewo z gniazdem chronionego orlika krzykliwego? W sierpniu 2021 roku przegrał proces o zniesławienie. Jak sam się tłumaczył, nie jest ornitologiem i nie zna się na ptakach. Natomiast z ustaleń leśników wynika, że gniazdo zostało... wykonane przez człowieka.
Więcej można przeczytać TUTAJ.
