Do zdarzenia doszło 3 kwietnia b.r. w Częstochowie na ulicy Kosynierskiej. Policjanci zostali zaalarmowani przez ojca 8-letniego chłopca, że jego syn z obrażeniami ciała leży w łóżku. Na miejscu fakt potwierdzono. Dziecko z w stanie ciężkim ciało trafiło do szpitala. Do sprawy zatrzymano matkę dziecka i ojczyma. Dzisiaj oboje zostaną doprowadzeni do prokuratury, gdzie najprawdopodobniej usłyszą zarzuty. W sprawie wszczęto prokuratorskie śledztwo, które wyjaśni w jakich okolicznościach chłopiec doznał tak poważnych obrażeń.

Jak z kolei informuje portal TVP Info, poparzone dziecko „ze złamaniami kończyn” trafiło w poniedziałek do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Chłopczyk jest w ciężkim stanie i przebywa na oddziale intensywnej terapii.

- Ośmiolatek z Częstochowy został przewieziony do katowickiego szpitala pediatrycznego – jak wynika ze wstępnych ustaleń prokuratury – po kilku dniach od doznania oparzeń. Policja zatrzymała opiekunów chłopczyka: 35-letnią matkę chłopczyka i jej 27-letniego męża – ojczyma skatowanego dziecka, którzy jeszcze w środę mieli być przesłuchiwani – podaje portal TVP Info.

Częstochowska prokuratura okręgowa prowadzi śledztwo w kierunku usiłowania zabójstwa i znęcania się nad dzieckiem.

Przy przyjęciu chłopiec był w stanie średniociężkim, wydolny krążeniowo i oddechowo, pod wpływem leków przeciwbólowych. Stwierdziliśmy u niego rozległe obrażenia, które w naszej opinii powstały co najmniej kilka dni wcześniej: było to oparzenie głowy, tułowia i kończyn oraz złamania kończyn – przekazał podczas konferencji prasowej koordynator Centrum Urazowego dla dzieci w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach dr Andrzej Bulandra.

Jak dodał lekarz, „po wstępnym ustabilizowaniu, został przekazany na oddział intensywnej terapii, gdzie anestezjolodzy walczyli o jego życie. Następnego dnia udało nam się przeprowadzić operacje, które pozwoliły na zaopatrzenie jego obrażeń”.

- Aktualnie pacjent w stanie ciężkim przebywa na oddziale intensywnej terapii dzieci – poinformował, dodając że chłopczyk wymaga jeszcze odbycia kilku operacji.

Jak dodatkowo wyjaśnił lekarz, „samo oparzenie, czyli uraz, rana skóry, w takich wypadkach jest tylko wierzchołkiem góry lodowej – na skutek oparzenia rozwija się choroba oparzeniowa, czyli ogólna reakcja organizmu w pewnym sensie porównywalna do sepsy. Jest to wielonarządowy odczyn zapalny organizmu”.

Lekarze stwierdzili, że oparzenia chłopca są bardzo duże. Obejmuje blisko jedną czwartą powierzchni całego ciała.

- Sądząc po spalonych włosach na głowie, było to oparzenie płomieniem, czyli dziecko prawdopodobnie zostało czymś oblane i podpalone. Twarz jest oparzona, oczy i drogi oddechowe nie doznały uszczerbku – czytamy.

Szczególnie zastanawiające jest to, że – jak oceniają lekarze GCZD - oparzenie chłopca powstało na około tydzień do 10 dni przed jego przyjęciem go do szpitala. Złamania u chłopca nastąpiły natomiast w ciągu ostatniego miesiąca.

Jak przekazał Bulandra, żadne wymienionych obrażeń „nie zostało wcześniej zaopatrzone ani leczone, a chłopczyk był także wychudzony, odwodniony i brudny.

Lekarz przekazał także, że chłopiec jest obecnie w śpiączce farmakologicznej i zostanie wybudzany zgodnie ze wskazaniami anestezjologów. W najbliższym czasie ma on zostać poddany kolejnym zabiegom.