Przed rosyjską inwazją na Ukrainę reżim Aleksandra Łukaszenki, najpewniej we współpracy z Kremlem, próbował destabilizować państwa Unii Europejskiej za pomocą sprowadzonych w tym celu migrantów z Bliskiego Wschodu. Teraz podobną operację mogą przygotowywać Rosjanie. Port lotniczy Kaliningrad-Chrabrowo podpisał porozumienia o „otwartym niebie” z tzw. zaprzyjaźnionymi krajami, czyli Turcją, Syrią i Białorusią. Serwis kaliningrad.ru podaje, że władze lotniska chcą uruchomić połączenia z Turcją, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Egiptem, Etiopią i kilkoma innymi krajami. Eksperci wskazują, że są to przygotowania do sprowadzania migrantów, aby móc ich następnie przepychać na terytorium Polski. W związku z tym zagrożeniem rządzący zdecydowali o stworzeni na granicy zabezpieczeń podobnych do tych, które zbudowano w reakcji na kryzys na granicy polsko-białoruskiej.

O działania rządzących na antenie Radia ZET pytany był Leszek Miller.

- „Podjąłbym prawdopodobnie taką samą decyzję. Mamy wojnę na Ukrainie, graniczymy i z Ukrainą, i z Rosją, i być może trzeba dmuchać na zimne”

- stwierdził.

W zrealizowanym dla Radia ZET przez IBRiS sondażu aż 64 proc. Polaków opowiedziało się za budową zapory na granicy z obwodem kaliningradzkim. Z decyzją rządu nie zgadza się jedynie 22 proc. respondentów.

- „Widzę, że spora część moich rodaków wierzy w siłę drutu kolczastego. Z drugiej strony wolałbym, by granice były takie, jak sobie kiedyś wyobrażałem – po zmierzchu świata dwubiegunowego, rozpadzie Związku Radzieckiego itd. świat będzie bez granic. Żal mi tego marzenia”

- skomentował to badanie Leszek Miller.

Jednocześnie polityk przekonywał, że ze strony Rosjan „nic nam nie grozi” podkreślając, że Polsce bezpieczeństwo gwarantuje Sojusz Północnoatlantycki.

- „Dziwię się, że niektórzy politycy uważają, że NATO to papierowy tygrys i Putin za chwilę przyjedzie tu czołgami”

- powiedział.