Prezydent Stanów Zjednoczonych właśnie przekonuje się o prawdziwości wywodzącego się z Ewangelii przysłowia, wedle którego „kto mieczem wojuje, od miecza ginie”. W sierpniu ub. roku agenci FBI weszli do posiadłości byłego prezydenta USA Donalda Trumpa, w którym znaleźli pudła z tajnymi dokumentami. Joe Biden wykorzystał te sprawę do surowej krytyki swojego poprzednika, zarzucając mu nieodpowiedzialność. Teraz musiałby zarzucić ją samemu sobie.
Na początku tygodnia media obiegły doniesienia na temat tajnych dokumentów, które znaleziono w waszyngtońskim think tanku powiązanym z prezydentem Bidenem. Chodzi o biura, z których Biden korzystał po odejściu z urzędu wiceprezydenta w 2017 roku i przed rozpoczęciem przygotowań do kampanii w 2019 i 2020 roku. Tajne dokumenty miały znajdować się w pudle z dokumentami jawnymi. Akta mogły dotyczyć Ukrainy, Wielkiej Brytanii i Iranu. Sprawą zajął się Departament Sprawiedliwości.
Teraz telewizja NBC News donosi, że tajne dokumenty znaleziono w co najmniej jeszcze jednym miejscu, z którego korzystał prezydent.
