W latach 20 wstąpiła do zakonu Klarysek Kapucynek w Przasnyszu, gdzie odznaczała się miłością, gorliwością, a przede wszystkim niezwykłym umiłowaniem tajemnicy Eucharystii. Wierna zakonnej obserwancji, pragnęła zjednoczyć się z Jezusem Ukrzyżowanym. Na krucyfiksie swojej celi napisała "Cicho, cichusieńko bo mój Jezus kona". Żyła w tajemnicy Bożej obecności.

Wojna oznaczała koniec życia takiego, jakie było znane. Siostry zostały wywiezione do obozu w Działdowie w 1941 roku. Tam siostry dostały małą celę (a było ich 36). Praktycznie nieprzerwanie odmawiały oficjum i różaniec i inne modlitwy. Modlitwa była nieustanna.

Zdrowie bł. Teresy od Dzieciątka Jezus było wątłe, więc warunki mogły je tylko pogarszać. Jak relacjonuje o. Synowczyk: „W tych nieludzkich warunkach znęcania się nad niewinnymi, w brudzie, zimnie i głodzie przyszło także żyć ciężko chorej siostrze Teresie od Dzieciątka Jezus. Pobyt w lagrze radykalnie pogorszył jej stan zdrowia. Miesiąc po deportacji mniszek, siostra Kowalska dostała krwotoku, który rozpoczął jej jedenastotygodniową drogę męczeństwa i śmierci. Opieki lekarskiej w obozie praktycznie nie było. Po długich i natarczywych nawoływaniach dyżurujący żołdak podał trochę wody, natomiast sanitariusz ograniczył się do lakonicznego stwierdzenia, że stan chorej jest poważny. Czuła się coraz gorzej, brakowało świeżego powietrza. Leżała na barłogu, dusząc się z powodu kurzu, który powstawał przy każdym poruszeniu startej słomy. Na domiar złego w obozie wybuchła epidemia tyfusu - wszystkie cele dezynfekowano chlorkiem, który u ludzi zdrowych podrażnia krtań, zaś w przypadku chorych na gruźlicę przynosi o wiele bardziej poważne skutki uboczne. Oddychanie stawało się katorgą. Siostra Teresa nie mogła już chodzić. Miała obolałe ciało, na którym pojawiły się odleżyny, tworząc jedną wielką ranę. Z wysoką gorączką leżała na ziemi prawie martwa, trawiona przez ogień w płucach. Dochodzące z korytarzy i podwórka krzyki i wrzaski gestapowców rozsadzały jej głowę. Pod wieczór z trudem mogła przełknąć kilka łyżek płynu i znów leżała cicho, bez skargi na swój drogocenny krzyż.”

Siostra postanowiła złożyć siebie w ofierze za wolność sióstr. Bóg wejrzał na jej szeroko otwarte serce. Ofiarę mniszki przyjął. Ostatnie słowa, które powiedziała błogosławiona to: "Przyjdź, Panie Jezu! Przyjdź!".

Dwa tygodnie po śmierci ofiarnej s. Marii Teresy od Dzieciątka Jezus siostry w dość dziwnych i zdumiewających okolicznościach zostały uwolnione. Zamiast rozstrzelania na miejscu kaźni, zostały wypędzone przed siebie i pozostawione same sobie. Tak mogły uciec i znaleźć schronienie. Wszystkie przeżyły.