Czaputowicz, którego premier Morawiecki uczynił w swoim rządzie ministrem spraw zagranicznych w miejsce Witolda Waszczykowskiego, od jakiegoś czasu nie ustaje, by uderzać w swój obóz polityczny, którego był częścią.
Były szef MSZ skrytykował na antenie TVN24 sposób organizowania przez polskie władze ogólnokrajowego referendum, które ma odbyć się w łączności z wyborami parlamentarnymi - 15 października.
„Ten system został tak stworzony, by tych, którzy nie odbiorą karty jakoś napiętnować. Komisje mają odnotowywać w spisie wyborców fakt odmowy przyjęcia karty referendalnej. Według mnie jest to cofnięcie nas do czasów komunizmu, gdy Polacy obawiali się bojkotować wybory. Jest to też niestety złamanie zasady tajności głosowania” – żalił się prof. Czaputowicz.
Jego zdaniem są to „zasady sprzeczne z polską konstytucją”, ponieważ ci obywatele, którzy nie wezmą udziału w referendum „zostaną oznaczeni jako wrogowie władzy”.
W opinii Jacka Czaputowicza „Polska, Sejm, komisja wprowadzają czasy komunistyczne, że ludzie będą się obawiać oddać głos wyborczy zgodny ze swoim sumieniem”.
„My się zbliżamy nawet nie do (Viktora) Orbana, ale do Białorusi. Tu jest twarda rzecz: pokazanie, że wyborca, który jest przeciwko władzy, jest zaznaczony na listach wyborczych. Te wybory mogą być podważone, nawet gdyby PiS wygrał” – lamentuje na łamach „zaprzyjaźnionej” z PO stacji były szef polskiej dyplomacji z ramienia PiS.
Mieliśmy przed laty nachalnie promowaną w PiS, proaborcyjną aktywistkę Joannę Kluzik-Rostkowską na ministerialnym stanowisku. Mieliśmy jeszcze do niedawna jako szefa resortu zdrowia Adama Niedzielskiego, nie tylko blokującego zakażonym dostęp do przeciwwirusowych leków, które niejednokrotnie ratowały im życie w czasie pandemii koronawirusa (vide słynna sprawa amantadyny), czy pozwalającego sobie na niskie komentarze w odniesieniu do przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, ale także bojkotującego oraz rozwalającego w praktyce wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie tak fundamentalnej, jak ochrona życia ludzkiego. Mieliśmy wreszcie Czaputowicza, którego na ponad 2,5 roku uczyniono szefem polskiej dyplomacji. Nie sposób nie powtórzyć tu publicznie zadanego premierowi Morawieckiemu przez Witolda Waszczykowskiego pytania, w odniesieniu do wymiany na początku 2018 roku wspomnianego Waszczykowskiego na Czaputowicza na stanowisku szefa MSZ: „Warto było?”.
