Mimo kilku deklaracji, od początku wojny na Ukrainie Niemcy trwają w biernej postawie, wzbraniając się przed realną pomocą napadniętemu państwu. Symbolem niemieckiej bezczelności stała się oferta 5 tys. hełmów, jaką Berlin złożył Kijowowi w przeddzień rosyjskiej inwazji. Teraz Olaf Scholz, który zapamiętany zostanie jako ten, który blokował pomoc dla Ukrainy i sankcje przeciw Rosji oświadczył jednak, że sukces ukraińskiej kontrofensywy w obwodzie charkowskim to… zasługa Niemiec.

- „Można powiedzieć, że właśnie ta broń, którą Niemcy dostarczyły teraz Ukrainie, ma decydujące znaczenie dla rozwoju konfliktu na wschodzie Ukrainy, a także zrobiła przewagę w bitwie”

- powiedział niemiecki kanclerz na konferencji prasowej w Berlinie.

Jednocześnie Scholz… wykluczył dostawy czołgów Leopard i wozów piechoty Marder przekonując, że najpierw muszą one zostać uzgodnione z sojusznikami.

Jak więc niemiecka pomoc wygląda w praktyce? Portal „Rzeczpospolitej” zwraca uwagę na dane opublikowane na stronie niemieckiego rządu, wedle których najsilniejsze gospodarczo państwo Unii Europejskiej przekazało Ukrainie… 10 haubic Panzerhaubitze 2000, 24 czołgi przeciwlotnicze Gepard i różne lżejsze rodzaje broni.

Mijanie się z prawdą na temat wysyłanej Ukrainie broni Olafowi Scholzowi wytknął niedawno emerytowany generał Bundeswehry Klaus Wittmann. W rozmowie z Deutsche Welle wojskowy przypomniał, że już 7 czerwca kanclerz oświadczył, iż „nikt nie dostarcza broni w takim stopniu jak Niemcy”.

- „A z tego samego dnia jest statystyka, w której my, Niemcy, jesteśmy daleko za USA, Polską, Wielką Brytanią, Kanadą, a nawet Łotwą i Estonią”

- podkreślił.