Na Białorusi przebywa już około 5 tys. najemników Grupy Wagnera. Kilka dni temu ukraiński wywiad poinformował, że stu najemników z doświadczeniem w przemycie nielegalnych imigrantów przerzucono w okolicę przesmyku suwalskiego. Prawdopodobnie mają oni zostać wykorzystani w operacji przepychania nielegalnych migrantów na terytorium Polski. O zagrożeniach tych mówił premier Mateusz Morawiecki, co Donald Tusk postanowił wykorzystać do uderzenia w rząd Zjednoczonej Prawicy.
- „Wygląda na to, że PiS szuka pomocy wagnerowców ze strachu przed wyborami. Marsz miliona serc wybije im te pomysły z głowy. Widzimy się wszyscy 1 października w Warszawie!”
- napisał były premier na Twitterze.
Zupełnie inaczej jednak od Donalda Tuska zagrożenie to widzą zachodni liderzy i eksperci. Na antenie TVN24 głos zabrała ambasador USA przy ONZ.
- „Wyrażaliśmy swoje obawy na temat działalności najemników z Grupy Wagnera, na długo przed ich atakiem na swój własny rząd. Obserwowaliśmy również ich działania na kontynencie afrykańskim. Obawiamy się, że formacja działająca na rozkaz rosyjskiego rządu jest zagrożeniem dla nas wszystkich”
- podkreśliła Linda Thomas-Greenfield.
Stacjonując na Białorusi, największe zagrożenie Grupa Wagnera stanowi jednak dla Polski i Litwy. Władze Dlatego władze Litwy podchodzą do sytuacji w analogiczny do Polski sposób.
- „Sytuacja jest monitorowana, a wywiad wzmocniony. Nie ma również przeszkód, aby litewskie siły zbrojne przyszły z pomocą straży granicznej. Z pewnością zostanie to zrobione. Naprawdę jest duża pokusa, by wykorzystać swoją obecność w pobliżu naszej granicy do różnego rodzaju prowokacji”
- przestrzegł prezydent tego kraju Gitanas Nauseda.
