35-letni Artem Zinczenko mieszkał do niedawna w St. Petersburgu z żoną i trzema synami. Poza tym niewiele wiadomo o ostatnich latach jego życia. O okresie od lutego 2018 roku, gdy został ułaskawiony i wypuszczony z estońskiego więzienia, a następnie wydany Rosjanom w zamian za wolność Raivo Susiego, estońskiego biznesmena skazanego w Rosji za szpiegostwo. Zinczenko został zwerbowany przez GRU w 2009 roku. Przeszedł przeszkolenie i zaczął jeździć do Estonii. Szybko uruchomił tam biznes – w 2012 roku zaczął na dużą skalę handlować produktami dziecięcymi, rozwijając sprzedaż do obwodu leningradzkiego. Rok później dostał pozwolenie na pobyt w Estonii. Charakter branży pozwalał Zinczence na nie budzące podejrzenia częste podróże do Rosji i jeszcze częstsze kontakty z Rosjanami. Wśród nich byli oficerowie GRU, którzy zadaniowali Zinczenkę i odbierali od niego materiały. Udawany biznesmen zbierał bowiem informacje na temat estońskich sił zbrojnych i ich sojuszników z NATO. Proceder trwał długo, bo do stycznia 2017 roku. Prawdopodobnie estoński kontrwywiad wpadł na trop szpiega identyfikując i śledząc jednego z oficerów GRU. W maju 2017 roku Zinczenko został skazany za szpiegostwo na pięć lat więzienia. Ale już w lutym 2018 wyszedł na wolność. Jak sam twierdzi, został po tym pozostawiony sam sobie przez mocodawców z wywiadu wojskowego Rosji. A następnie nabrał opozycyjnych przekonań, sympatyzując z Aleksiejem Nawalnym. O decyzji o ucieczce do Estonii miała przesądzić inwazja Rosji na Ukrainę. Zinczenko wysłał rodzinę, a następnie sprzedał mieszkanie i sam do niej dołączył w Estonii na początku jesieni. Tak przynajmniej twierdzi, że nie uciekł dopiero po ogłoszeniu mobilizacji przez Putina. Można zadać sobie pytanie, jak tak wrażliwa z punktu widzenia rosyjskich służb (należy zakładać, że Zinczenkę obserwował kontrwywiad, czyli FSB) osoba mogła spokojnie najpierw wysłać rodzinę poza Rosję, potem sprzedać mieszkanie i też wyjechać? Zinczenko tłumaczy to tylko jednym: że po wybuchu wojny służby nie miały czasu się nim zajmować. Choć w całej tej historii pozostają jeszcze pewne niejasności, to mimo wszystko sprawa jest dla rosyjskiego aparatu bezpieczeństwa kompromitująca. Przynajmniej od strony wizerunkowej i przynajmniej na razie.

Artykuł pierwotnie ukazał się na stronie think tanku Warsaw Institute.

[CZYTAJ TEN ARTYKUŁ]