Kolejnym ogromny problemem Chorwatów po wprowadzeniu euro okazali się oszuści handlujący fałszywymi banknotami. Mocno ucierpi również będąca jednym z filarów chorwackiej gospodarki turystyka. Do tej pory Chorwaci przyciągali turystów atrakcyjnymi cenami. Po wprowadzeniu euro nie są one już jednak atrakcyjniejsze niż w Grecji czy Włoszech.

- „Lokalne gazety zaczęły prześcigać się w publikowaniu tzw. paragonów grozy i historii ludzi, którzy za oszczędności życia kupowali fałszywe eurobanknoty. Publicznie zaczęto ganić również ekspertów, którzy przez ostatni rok popisywali się analizami udowadniającymi wyższość europejskiej waluty nad nie najsilniejszą, ale narodową kuną”

- zauważa Wojciech Kulecki.

Takich ekspertów nie brakuje również w Polsce. W ostatnim czasie prym w przekonywaniu Polaków do dobrodziejstw wynikających z obecności w strefie euro wiedzie Szymon Hołownia. Kojarzony z Platformą Obywatelską ekonomista Bogusław Grabowski stwierdził natomiast, że Polacy, którzy opowiadają się przeciwko euro, „nie mają pojęcia, o czym mówią”.

W Chorwacji europejska waluta miała być receptą na szalejącą inflację, kryzys energetyczny i geopolityczną niepewność. Stało się zupełnie odwrotnie. Red. Kulecki wskazuje, że po wprowadzeniu euro w Chorwacji przybywa przeciwników europejskiej waluty, co „być może jest przestrogą dla wszystkich krajów, które euro jeszcze nie przyjęły, w tym Polski”.

- „A trzeba pamiętać, że wady unii walutowej to nie tylko skokowy wzrost cen, ale przede wszystkim zrzeczenie się kontroli nad własną polityką monetarną i pełne uzależnienie od najsilniejszych europejskich gospodarek”

- podkreśla autor.