Razem z wyborami parlamentarnymi, Polacy mieli okazję zablokować ewentualną zgodę przyszłego rządu na relokację nielegalnych imigrantów, demontaż muru na granicy z Białorusią, wyprzedaż państwowego majątku i podniesienie wieku emerytalnego. Sukces odniosła jednak totalna opozycja, która skutecznie zachęciła wyborców do zbojkotowania referendum. Wzięło w nim udział nieco ponad 40 proc. uprawnionych, przez co nie będzie ono wiążące dla przyszłego rządu. Dochodziło przy tym do ogromnej ilości incydentów, o których doniesienia napływały z całej Polski. Głównym problemem ze strony członków komisji wyborczych było dopytywanie wyborców o chęć pobrania karty do głosowania. Pojawiły się też jednak informacje o niewydawaniu kart referendalnych niektórym wyborcom „z automatu”. Zaraz po ogłoszeniu wyników głosowania poseł Daria Gosak-Popiołek z Nowej Lewicy wyraziła swoje zadowolenie, że rząd opozycji nie będzie ograniczony referendum wskazując, iż teraz „możemy na serio przygotowywać jakąkolwiek politykę migracyjną”. Michał Krawczyk z Koalicji Obywatelskiej stwierdził z kolei na antenie TVP Info, że proponowany przez Brukselę „pakt migracyjny jest rozwiązaniem, który na pewno zapewni większe bezpieczeństwo na granicy polsko-białoruskiej, niż zapewniał PiS”.
Do sytuacji związanej z nielegalną migracją odniósł się dziś na antenie Programu Pierwszego Polskiego Radia wiceminister spraw zagranicznych Arkadiusz Mularczyk.
- „Mamy po stronie opozycji w ciągu kilku tych dni prawdziwą kakofonię głosów, słyszymy głosy, że trzeba było zrewidować budżet, przyjrzeć się wszystkim programom socjalnym, bo pieniędzy nie ma i chyba nie będzie, również jeśli chodzi o kwestię relokacji to słyszymy, że powinniśmy być otwarci, analizować różne sytuacje"
- zauważył.
- „To pokazuje, dlaczego opozycja bojkotowała i namawiała, przypuszczalnie były takie instrukcje do członków komisji wyborczych, których desygnowały formacje opozycyjne, w szczególności PO, by zniechęcać ludzi do oddania głosu w referendum, bo w tej sytuacji partie opozycyjne nie mają związanych rąk. Społeczeństwo nie wzięło w 50 proc. udziału w referendum, więc partie opozycyjne nie są związane wynikami. Pokazuje, że była to przemyślana gra, dość cyniczna”
- dodał.
Polityk „absurdem” nazwał twierdzenie przedstawicieli opozycji, wedle którego przyjęcie unijnego paktu migracyjnego jest bezpieczne dla Polski.
- „Chaos związany z tą procedurą dopiero przed nami”
- zaznaczył.
Mularczyk podkreślił, że wsparcie udzielone Donaldowi Tuskowi w kampanii ze strony Berlina i Brukseli „nie było za darmo”.
- „Zobaczymy, co było na stole, na pewno przyjęcie paktu migracyjnego było tym elementem”
- ocenił.
