Sprawa dotyczy m.in. zatwierdzonego kilka dni temu przez Zgromadzenie Stanowe stanu Kalifornia nowego prawa. Liczący się głos mają tam Demokraci. Wprowadzone właśnie przepisy „po pierwsze popiera transseksualizm u dzieci, a po drugie występuje przeciwko rodzicom, którzy na to nie chcą wyrazić swojej zgody” – czytamy na portalu tvmn.pl.

Jak czytamy, „każdy rodzic, który nie tylko sprzeciwi się temu, aby jego dziecko mogło zmienić swoją płeć, ale również nie okaże mu w tym procesie wsparcia, musi liczyć się z surowymi konsekwencjami. Jedną z nich jest utrata władzy rodzicielskiej na rzecz innego rodzica lub samego państwa”.

Szaleńcy, którzy stoją za wprowadzeniem tych przepisów, próbują argumentować, że „leży ono w interesie dzieci i ma na celu stworzenie bardziej włączającego środowiska dla młodzieży zróżnicowanej pod względem płci”.

Ostatecznie jednak doprowadzi to rozpadów rodzin i obierania praw rodzicielskich, a przede wszystkim łamie niepodważalną wcześniej w Stanach Zjednoczonych wolność osobistą.

Ustawa lobbowana przez skrajne środowiska lewicowa już spotkała się z ogromnym sprzeciwem społecznym. Do oponentów należy m.in. kandydat na prezydenta Tim Scott. Uważa on, że „radykalna lewica chce odebrać rodzicom ich władzę nad własnymi dziećmi”.

Z kolei Elon Musk podkreślił, że nowe przepisy w Kalifornii oznaczają dla rodzica przeciwnego styrylizacji dziecka, utratę praw rodzicielskich.

Musk już ma własne traumatyczne przeżycia w związku ze swoim synem, który związał się ze środowiskiem LGBT i chce się od niego odciąć. Nazywa go transfobem i tuż po ukończeniu 18 roku życia, w kwietniu 2022 roku, złożył do sądu w Santa Monica w Kalifornii wymagane dokumenty.

- W rzeczywistości oznacza to, że jeśli nie zgadzasz się z drugim rodzicem w sprawie sterylizacji dziecka, tracisz opiekę nad dzieckiem - powiedział Musk, dodając że jest to „Całkowite szaleństwo”.

Wielu komentatorów i dziennikarzy stwierdza nawet, że najwidoczniej jest to czas dla rodzin, aby opuściły Kalifornię.