Kadencja Stoltenberga jako sekretarza generalnego Paktu Północnoatlantyckiego wygaśnie już za nieco ponad pół roku, bo 30 września.
Portal onet.pl miał ustalić w rozmowach z trzema ambasadorami państw NATO, że szanse na objęcie funkcji szefa Paktu po Stoltenbergu miałby również były prezydent RP - Aleksander Kwaśniewski.
Najpierw były działacz PZPR musiałby jednak otrzymać poparcie obecnych władz Rzeczpospolitej.
Byłby to niewątpliwie swoisty paradoks historii, gdyby polityk, który za czasów komunistycznej dyktatury w naszej części Europy, bardzo aktywnie wspierał blok jednoznacznie wymierzony przeciwko Sojuszowi Północnoatlantyckiemu, teraz miał stanąć na tegoż Sojuszu czele.
Pozostaje też pytanie, czy świadomość posiadania na czele Paktu Północnoatlantyckiego polityka uwikłanego w służbę dla radzieckiego bloku, a ponadto od lat zmagającego się w nierównej walce z objawami choroby filipińskiej oraz z niejednokrotnie tak spektakularnie niedysponowanym goleniem, odpowiednio wpłynęłaby na poczucie bezpieczeństwa mieszkańców państw członkowskich NATO, ze szczególnym uwzględnieniem kraju położonego nad Wisłą...
