Jak wskazuje Daalder, w Rostowie nad Donem mieszkańcy powitali najemników z grupy Wagnera z otwartymi ramionami, a wasal Rosji Aleksandr Łukaszenka został „zbawcą” Kremla ratując całą sytuację i dzwoniąc do Prigożyna, aby ten przyjechał na Białoruś i odstąpił od dalszego marszu na Moskwę.

- Nikt nie wie, co Putin zrobi w najbardziej kryzysowym momencie swojej prezydentury. Ciężkie czasy wymagają podjęcia desperackich działań, dlatego USA i NATO powinny zachować czujność i pamiętać o broni nuklearnej w rękach despoty – stwierdza były ambasador USA przy NATO.

Zwraca też uwagę, że „prezydent Rosji martwi się wojną domową i zdaje się, że nie kontroluje już swojego kraju”.

- Wszyscy oglądają się za siebie. Nikt nie wie, komu można ufać. Kto komu wbije nóż, a kto stanie w obronie. Paranoja jest wszędzie – stwierdza Daalder dodając, że na to wszystko nakładają się sukcesy ukraińskiej kontrofensywy.

- Były ambasador USA przy NATO podkreśla jednak, że z kłopotów Kremla nie należy traktować w kategoriach sukcesu, a... powodów do obaw. Nikt nie wie, co Putin zrobi dalej i jak długo pozostanie u władzy. A w kryzysowym momencie Rosja może być najbardziej niebezpieczna – czytamy na portalu wp.pl.