Historia jest niezłą ironistką. Dzień po 8 marca, który powoli przestaje być świętem kobiet, a staje się po prostu okazją do wykrzyczenia na manifach feministycznych postulatów, przypada rocznica zalegalizowania w Polsce aborcji przez Hitlera.
Dokładnie 9 marca 1943 roku w Polsce po raz pierwszy w sensie prawnym przyjęto pełną dopuszczalność aborcji, która nazywała się wtedy „spędzaniem płodu”. O losy Polek zadbał nie kto inny, jak sam Adolf Hitler, który swoich poglądów na temat aborcji nie krył od dawna. 22 lipca 1942 roku mówił: „W obliczu dużych rodzin tubylczej ludności jest dla nas bardzo korzystne, jeśli dziewczęta i kobiety mają możliwie najwięcej aborcji". I dalej: "Osobiście zastrzelę tego idiotę, który chciałby wprowadzić w życie przepisy zabraniające aborcji na wschodnich terenach okupowanych” .
Dopuszczając niczym nieograniczone prawo do zabijania polskich dzieciątek, Hitler jednocześnie podniósł wymiar kary, aż do śmierci włącznie, za abortowanie niemieckiego płodu. Nie oznacza to jednak, że niemieckie dzieci były bezpieczne. W Trzeciej Rzeszy obowiązywała tzw. „kompromisowa ustawa aborcyjna”. W myśl jej postanowień dzieci, które mogły urodzić się niepełnosprawne, chore, albo z jakimś „defektem”, były rozczłonkowywane albo rozpuszczane w soli. Tylko po, żeby stworzyć naród czysty, rasę panów, społeczeństwo ludzi idealnych, bez skazy.
Bolesna lekcja historii i Holocaust pokazały, czym się kończą takie zamiary. Droga od zabijania małego człowieka w brzuchu mamy, tylko dlatego, że może urodzić się chory, do zabijania dorosłego, który nie wkomponowuje się w wizję człowieka bez wad, jest bardzo krótka. Sieć aborcyjnych klinik to dobrze prosperujące współczesne obozy koncentracyjne. Dziś już nie trzeba czekać, aż dziecko się urodzi, by stwierdzić, czy nadaje się do życia w społeczeństwie. Postępowi lekarze nie stoją już na rampach przed bramą wjazdową do Oświęcimia, ale jeszcze w łonie matki są zdolni do przeprowadzenia selekcji.
Szkoda tylko, że tak krótkowzroczne są demonstrujące na manifach feministki. Szkoda, że nie pamiętają, kto jest autorem postulowanych przez nich żądań, dumnie niesionych na ich tęczowych sztandarach. I dlaczego tak się burzą, kiedy ich żądania zestawia się z obowiązującymi w najgorszych totalitaryzmach normami? Dlaczego taką furię i wściekłość wywoływały billboardy Stowarzyszenia Contra in vitro? Niemal w każdym mieście, gdzie pojawiła się wystawa „Wybierz życie”, której elementem był plakat zestawiający martwe, abortowane dzieciątko ze zdjęciem Hitlera, była niszczona przez wandali. Dlaczego? Bo pokazanie ludziom prawdy boli?! "Bo przecież to tylko zabieg usunięcia płodu, albo jakiegoś tam embrionu, bo to przecież jeszcze nie człowiek, przedczłowiek, to nie ma o czym mówić. Gdzie tu porównanie do Holocaustu i puszczenia z dymem setek tysięcy ludzi"...
Absolutnie, żadnej analogii nie ma...
- Płodność Słowian jest niepożądana. Niech używają prezerwatyw albo robią skrobanki - im więcej, tym lepiej – przekonywał Martin Borman. Choć generał SS nie żyje od ponad 60 lat, jego postulaty wciąż są żywe. Wystarczy przyjrzeć się polskim feministkom....
