Fronda.pl: Rektor KUL co roku ma wyjątkową okazję podzielić się z polskimi katolikami swoim przesłaniem na Boże Narodzenie. Listy te cieszą się mniejszą lub większą sympatią, jednak w tym roku ks. prof. Mirosław Kalinowski dotknął problemu, obok którego nie można przejść dziś obojętnie. „Obserwacja różnych sfer życia publicznego skłania do refleksji, że dialog z Bogiem traci coraz bardziej na znaczeniu, a wśród ludzi zamiast dialogu panuje kłótnia” – zauważa autor. Poziom napięcia na polskiej scenie politycznej jest rzeczywiście przerażający i on przekłada się na codzienne życie Polaków. Kościół katolicki w Polsce ma dzisiaj siłę, aby zaangażować się w rozwiązywanie sporów i realnie przyczynić do łagodzenia napięć pomiędzy dwoma zwalczającymi się obozami? Widzi Ksiądz Profesor jakieś konkretne działania, które powinien podjąć?

Ks. dr hab. Andrzej Kobyliński, prof. UKSW: Kościół katolicki w Polsce jest w defensywie. Niszczą go różne skandale obyczajowe i finansowe. Coraz bardziej wyraźny staje się też podział doktrynalny na katolicyzm konserwatywny i katolicyzm liberalny. Do tego nasza religijność jest zasadniczo obrzędowa. W konsekwencji oddziaływanie społeczno-polityczne Kościoła jest coraz słabsze. Co więcej, ostatnie wybory parlamentarne pokazały, że w naszym kraju można przejąć władzę polityczną m.in. poprzez podkręcanie emocji antyklerykalnych i głosząc hasła antykościelne.

W takiej sytuacji Kościół katolicki koncentruje się przede wszystkim na walce o przetrwanie i zachowanie status quo.

Przerażającym symbolem głębokiego kryzysu instytucji kościelnych jest zamknięcie w 2023 roku Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie. Nie mogę zrozumieć, dlaczego ten jakże dramatyczny fakt w ogóle nie interesuje naszych katolików. Przecież Gniezno to kolebka wiary chrześcijańskiej na polskiej ziemi. W katedrze gnieźnieńskiej znajduje się grób św. Wojciecha. Gdy chodzi o dzieje chrześcijaństwa w naszym kraju, od Gniezna wszystko się zaczęło. Minęło ponad tysiąc lat i źródło zaczyna wysychać.

Co z tego wynika?

Przede wszystkim nie ma co ukrywać, że w kontekście galopującej sekularyzacji i ateizacji młodego pokolenia oraz zamykania seminariów duchownych diecezjalnych i zakonnych trzeba się skoncentrować przede wszystkim na tym, aby Kościół katolicki zachował wewnętrzną siłę do głoszenia Ewangelii. Dopiero w dalszej kolejności można myśleć o społecznych implikacjach wiary katolickiej. Gdy chodzi o realny wpływ Kościoła na życie społeczne i polityczne, nie mają żadnego znaczenia jakiekolwiek listy czy odezwy. Sprawą kluczową jest wiarygodność biskupów i księży. Jeśli uda się odzyskać utraconą w ostatnich latach wiarygodność, to w naturalny sposób wzmocni się także oddziaływanie Kościoła katolickiego na postawy moralne, społeczne czy polityczne całego społeczeństwa.

Jak to uczynić?

Przede wszystkim potrzeba w Kościele świadectwa, wierności i sprawiedliwości. To trudne wyzwanie, ale nie ma innej drogi. Albo biskupi i księża zaczną odzyskiwać wiarygodność, albo rozpad naszego katolicyzmu będzie się pogłębiał.

W 1988 roku spędziłem kilka ostatnich dni Adwentu i święta Bożego Narodzenia w Warszawie z ludźmi bezdomnymi. Byłem wówczas klerykiem drugiego roku studiów filozoficzno-teologicznych. Wraz z kilkoma kolegami z Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku wybrałem się do domu Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Miłości (wspólnota zakonna założona przez św. Matkę Teresę z Kalkuty) na warszawskiej Pradze, gdzie pomoc i opiekę otrzymują ludzie biedni, bezdomni, wykluczeni. Przez kilka dni szukaliśmy takich osób w kanałach, na dworcach, w opuszczonych mieszkaniach itp. Pamiętam, że większość bezdomnych stanowili alkoholicy. W domu Sióstr Matki Teresy z Kalkuty pomagałem w kąpieli tych zaniedbanych osób, goliłem wielotygodniowe zarosty i brody bezdomnych mężczyzn, zmieniałem im zniszczone i brudne ubrania itp. W ten sposób zostało przygotowanych do wieczerzy wigilijnej i pasterki kilkadziesiąt osób.

Jak kania łaknie dżdżu, tak dzisiaj Kościół katolicki w naszym kraju potrzebuje autentycznej świętości oraz radykalnego powrotu do Ewangelii i życia zgodnego z orędziem Kazania na Górze. Pięknym przykładem takiej postawy jest działalność charytatywna i społeczna ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. W odzyskaniu wiarygodności może pomóc dobrowolne ubóstwo biskupów i księży, uczciwość, troska o biednych i wykluczonych, a nie czytanie w kościołach kolejnych listów, których prawie nikt nie słucha.

330 posłów zasiadających w nowym Sejmie użyło w czasie ślubowania formuły „tak mi dopomóż Bóg”. Na tego samego Boga powoływali się zaciekli wrogowie. Większość z nich to katolicy, z których duża część praktykuje swoją wiarę. Słuchają kazań na Mszach, spowiadają się. Przez całe życie w jakiś sposób są formowani w Kościele. To samo dotyczy większości polskiego społeczeństwa. Kościół w Polsce formuje swoich wiernych nieskutecznie? Nie potrafi wychowywać do miłości?

„Politykę miłości” mogliśmy zobaczyć w praktyce 20 grudnia 2023 roku, gdy chodzi o brutalne przejęcie mediów publicznych przez koalicję rządzącą. Podobne rzeczy nie mają miejsca w państwach demokratycznych. Można je spotkać jedynie w niektórych krajach afrykańskich, gdzie dość często dochodzi do wojskowych zamachów stanu. Niestety, do wielu naszych polityków można odnieść staropolskie przysłowie: „Modli się pod figurą, a ma diabła za skórą”.

Najczęściej politycy traktują swoją działalność egoistycznie jako poszerzanie władzy i wpływów oraz zdobywanie coraz większych pieniędzy. Kategorie dobra wspólnego czy polskiej racji stany są uwzględniane przez niewielką część działaczy politycznych. Szkoda, że z politykami, którzy są katolikami nie prowadzi się uczciwej dyskusji doktrynalnej w parafiach i diecezjach ich zamieszkania. Podam przykład Donalda Tuska, który jako katolik należy do archidiecezji gdańskiej. Jego ślub błogosławił osobiście arcybiskup Tadeusz Gocłowski. Szkoda, że poglądy polityczne, społeczne czy religijne nie są przedmiotem wewnętrznej debaty wśród duchownych i świeckich archidiecezji gdańskiej. Podobnie jest z wieloma innymi politykami, którzy należą do Kościoła katolickiego. Zupełnie inaczej jest m.in. w Stanach Zjednoczonych, gdzie poglądy polityków są przedmiotem publicznej debaty wśród członków Kościołów i związków wyznaniowych, do których należą.

Spór polityczny w Polsce dotyczy kwestii fundamentalnych i nie chodzi oczywiście o to, żeby w imię spokoju porzucać swoje ideały. Gdzie leży granica pomiędzy bronieniem prawdy a niszczeniem drugiego człowieka?

Z pewnością należy zawsze odrzucać pogardę i naruszanie godności innych ludzi. Niestety, wielu polityków dąży po trupach do celu. Niektórzy stosują w praktyce makiawelizm, czyli doktrynę polityczną sformułowaną przez Niccolò Machiavellego (1469-1527), autora szeroko komentowanej książki pt. Książę. Makiawelizm głosi, że najważniejszym celem w polityce jest utrzymanie władzy państwowej. Aby osiągnąć ten cel, można korzystać z wszelkich dostępnych środków. Makiawelizm stanowi synonim bezwzględnego postępowania w myśl hasła „cel uświęca środki”.

Warto też pamiętać o tym, że nasza polska polityka jest częścią polityki europejskiej i światowej. Obecnie cały świat doświadcza głębokich turbulencji. Na naszych oczach rodzi się nowy ład światowy. Przechodzimy od modelu świata jednobiegunowego, z dominacją Stanów Zjednoczonych jako jedynego supermocarstwa, do modelu świata wielobiegunowego, w którym kilka różnych mocarstw (USA, Chiny, Rosja, Indie, Niemcy, Brazylia, Iran) będą mieć swoje strefy wpływów. Ukształtowanie się tego nowego modelu zajmie najbliższych kilkanaście lat. Wojna Rosji z Ukrainą jest częścią tego procesu. W tym kontekście bardzo ważnymi wydarzeniami w 2024 roku będą wybory do Parlamentu Europejskiego i wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych.

Minister edukacji Barbara Nowacka chce ograniczyć finansowanie lekcji religii w szkołach publicznych do jednej godziny tygodniowo. Ksiądz Profesor od lat apeluje o przekształcenie polskiego modelu edukacji religijnej na model włoski. Miałaby być to jedna godzina nauczania o religii w szkole oraz katecheza realizowana w parafiach. Ta propozycja minister Nowackiej, która raczej nie wynika z troski o Kościół, może paradoksalnie przysłużyć się Kościołowi i zmobilizować go do reformy w tym zakresie?  

Raczej nie. Osobiście nie liczę na wewnętrzne reformy w Kościele katolickim. Obecnie wśród duchownych i świeckich nie ma wystarczającej siły moralnej, żeby walczyć o zmiany służące uzdrowieniu naszego katolicyzmu. Zmianie ulegnie jedynie to, co wprowadzą władze państwowe czy samorządowe. Owszem, jest mi bliski włoski model nauczania religii w szkole i katechezy w parafii. Od 30 lat pracuję duszpastersko we Włoszech. Każdego roku przebywam roboczo dwa miesiące w jednej z włoskich parafii. Znam Kościół katolicki w kraju nad Tybrem jak własną kieszeń. Gdy w latach 1998-2011 byłem wychowawcą i profesorem filozofii w Wyższym Seminarium Duchownym w Płocku, często w rozmowach z klerykami wskazywałem na różne rozwiązania życia kościelnego, jakie w Polsce można przejąć od Włochów.

Jedną z takich rzeczy jest podatek kościelny, drugą nauczanie religii i katechezy.

Moja propozycja zgłaszana publicznie od ponad 20 lat brzmi następująco: zostawić w szkołach publicznych jedną godzinę lekcji religii – przedmiotu podobnego do matematyki, historii, biologii, chemii czy języka polskiego. Lekcja religii powinna być przekazem wiedzy religijnej. Byłby to przedmiot nauczany nie przez duchownych, ale przez świeckich nauczycieli, którzy dzisiaj są zatrudnieni w oświacie jako katecheci. Natomiast katecheza powinna powrócić do parafii. Jedna godzina katechezy powinna być nauczana nieodpłatnie w salkach parafialnych przez księży, siostry zakonne, ewangelizatorów i katechistów.

W Polsce trzeba koniecznie odróżnić lekcję religii od katechezy. Naturalnym miejscem lekcji religii jako przekazu wiedzy jest szkoła. Natomiast naturalnym miejscem katechezy jest parafia.

Dlaczego?

Ponieważ katecheza ma zawsze wymiar ewangelizacyjny. Jest ukierunkowana na nawrócenie, kształtuje życie duchowe, buduje więź z Bogiem itd. Miejscem tak rozumianej katechezy jest parafia a nie szkoła. Katecheza powinna być w parafii. Gdy w Polsce w 1990 roku religia powróciła do szkół, to tak naprawdę do budynków szkolnych przeniesiono katechezę parafialną. Ewangelizacja i nawracanie młodych ludzi nie powinny mieć miejsca w szkołach publicznych. Natomiast można to robić w parafiach: katolickich, prawosławnych, protestanckich, zielonoświątkowych, mariawickich itp.

Grupą szczególnie zaniepokojoną zapowiedziami dotyczącymi zmian w nauczaniu religii są z pewnością świeccy katecheci. Gdyby religia rzeczywiście została ze szkół wycofana lub w znaczący sposób ograniczono jej zakres, uważa Ksiądz, że polscy proboszczowie będą gotowi przyjąć tych katechetów do pracy na godziwych warunkach? 

Ochrona świeckich katechetów pracujących obecnie w szkołach to niezwykle ważna sprawa. Szkoda, że w ich obronie tak rzadko stają władze kościelne. Osobiście zwracam na to uwagę od wielu lat. Szkoda, że ci politycy, którzy od dawna mówią o wyrzuceniu religii ze szkół, nie przejmują się losem świeckich katechetów i ich rodzin. Moja propozycja rozwiązania tego problemu gwarantuje ich bezpieczeństwo. Jeśli zostaje w szkołach publicznych jedna godzina religii jako przekazu wiedzy religijnej, to wówczas wszyscy świeccy katecheci zachowują zatrudnienie w szkołach jako nauczyciele religii. Natomiast pracę tracą księża proboszczowie i wikariusze. Dzięki takiemu rozwiązaniu będą mieć więcej czasu na duszpasterstwo parafialne. Przecież obecna sytuacja w parafiach jest chora i absurdalna: księża pracują w szkołach, a w większości parafii umarła działalność duszpasterska. Nie funkcjonują koła ministrantów. Wymierają grupy oazowe i modlitewne. Nie ma komu pracować z harcerzami. Bardzo słabo rozwija się wolontariat. Nie ma parafialnych grup biblijnych. Nie wiem, dlaczego biskupi, którzy mają w Kościele katolickim władzę absolutną, od kilkudziesięciu lat akceptują tę sytuację.

Co więcej, nie wiem, dlaczego nie przeprowadzono reformy nauczania religii i katechezy 15-20 lat temu, gdy już było widać gołym okiem, że taka zmiana jest konieczna. Obecnie ewentualna reforma będzie spóźniona o dwie dekady. Jeśli będzie wprowadzona, przyniesie niewielkie efekty, ponieważ duża część młodego pokolenia jest już poza Kościołem katolickim. W Szczecinie na katechezę szkolną jest zapisanych niecałe 10% młodzieży szkół ponadpodstawowych. Podobnie dramatyczna sytuacja jest w takich dużych aglomeracjach miejskich jak Warszawa, Wrocław, Poznań, Gdańsk czy Kraków. Rozpoczął się także proces rezygnacji dzieci z katechezy w szkołach podstawowych. Brak podjęcia odpowiednich decyzji we właściwym czasie doprowadził nas do tej dramatycznej sytuacji.

Minister w czasie konferencji prasowej po objęciu resortu zapewniła, że zmiany te odbędą się po rozmowach z Episkopatem. Jak przewiduje Ksiądz współpracę polskich biskupów z nowym rządem, który przed wyborami bardzo radykalnie pozycjonował się w opozycji do kościelnej hierarchii?

Rzeczywiście w kampanii wyborczej obecna koalicja rządząca głosiła wiele haseł antyklerykalnych i antykościelnych. M.in. dzięki temu przejęła władzę. Najwięcej młodych ludzi uwierzyło w hasło „ośmiu gwiazdek”, które zmobilizowało wiele milionów wyborców. Obecnie rząd Donalda Tuska rozpoczął swoje urzędowanie i jego ministrowie doskonale wiedzą, że sprawowanie władzy wymaga pragmatyzmu i kompromisu. Dlatego zostawienie Funduszu Kościelnego w budżecie na 2024 rok należy uznać za dobrą decyzję. Nie można likwidować z dnia na dzień Funduszu Kościelnego, nie proponując niczego w zamian. Pieniądze z Funduszu Kościelnego są dobrze wydawane. Po pierwsze, są to remonty zabytkowych świątyń katolickich, prawosławnych, protestanckich itd. Po drugie, są to świadczenia zdrowotno-emerytalne misjonarzy, którzy pracują w Afryce czy w Azji. Obecnie 2170 polskich misjonarzy przebywa w 97 krajach świata. Ich działalność jest nie tylko religijna i kościelna. Oni są także dobrymi ambasadorami naszej kultury i naszego języka.

W tym miejscu warto podkreślić, że mamy dziś do wyboru dwie możliwości: albo zostanie zachowany Fundusz Kościelny w obecnym kształcie, albo będzie wprowadzony ogólnopolski system finansowania Kościołów i związków wyznaniowych w formie podatku kościelnego.

Trzeba przede wszystkim pamiętać, że Fundusz Kościelny to raptem 250 mln zł. Gdyby wprowadzić podatek kościelny na wzór niemiecki, to mówilibyśmy o kilkunastu lub kilkudziesięciu miliardach złotych. W Niemczech w 2022 roku 21 mln katolików, czyli znacznie mniej niż w Polsce, poprzez podatek kościelny przekazało na potrzeby swojego Kościoła 7 mld euro, czyli ok. 30 mld zł. Również w Polsce roczny budżet Kościołów i związków wyznaniowych to kilkanaście lub kilkadziesiąt miliardów złotych. Fundusz Kościelny to kropla w morzu potrzeb.

Obecnie nie wiadomo, jak ułoży się współpraca władz państwowych i kościelnych, gdy chodzi o walkę z pedofilią. Nową przewodniczącą Państwowej Komisji ds. Pedofilii została adwokat Karolina Bućko. Jej wypowiedzi są bardzo stanowcze, gdy chodzi o przekazywanie dokumentów sądom i prokuraturom przez władze kościelne. W tym obszarze może dojść do poważnych napięć, gdy chodzi o relacje między organami państwa i władzami kościelnymi.

Boże Narodzenie to czas nadziei. Żeby jednak móc mieć nadzieję na jakieś pojednanie, trzeba najpierw zacząć od siebie. Ma Ksiądz Profesor jakieś konkretne wskazówki, których wdrożenie w życie może pomóc wznieść się ponad swoje racje, aby być zdolnym do wysłuchania racji drugiego człowieka?

Trzeba włożyć między bajki możliwość autentycznego pojednania. Na razie w Polsce jest ono po prostu niemożliwe. Wzywanie do pojednania w obecnym klimacie społeczno-politycznym to puste słowa, w które nikt nie wierzy. Przecież wojna polsko-polska dopiero się rozkręca. W dniach poprzedzających tegoroczne Boże Narodzenie ona wyraźnie przyspieszyła. Bajki o pojednaniu można opowiadać dzieciom na dobranoc. Co więcej, eskalacja wojny polsko-polskiej jest nieuchronna. Trzeba się do tego odpowiednio przygotować. Skoro wojna jest nieunikniona, to warto określić zasady jej prowadzenia. Jedyne, co można zrobić, to cywilizowanie konfliktu, przekształcanie wojny plemiennej i barbarzyńskiej w wojnę, w której obowiązują zasady etyczne. Jedną z najważniejszych zasad powinno być zagwarantowanie wszystkim partiom politycznym i wyborcom należącym do rożnych obozów równego dostępu do mediów publicznych i komercyjnych.

Dlaczego?

Ponieważ dostęp do mediów można porównać do odpowiedniego uzbrojenia w wojnie konwencjonalnej. Nie może być tak, że żołnierze jednej armii mają na wojnie broń atomową i nowoczesne samoloty, a drudzy strzelają z łuku i mogą walczyć jedynie jak kosynierzy. Taka wojna byłaby głęboko niesprawiedliwa, wręcz niegodziwa. Podobnie jest obecnie z wojną polsko-polską i dostępem do mediów dla jednej trzeciej naszego społeczeństwa o poglądach centroprawicowych i konserwatywnych. Dlatego tegoroczne święta Bożego Narodzenia to wielkie wołanie o równy dostęp do „broni medialnej” w naszym kraju i sprawiedliwe zasady prowadzenia wojny polsko-polskiej.