Wczoraj o godz. 20:00 minął czas na zgłaszanie przez kluby sejmowe kandydatów do komisji ds. badania rosyjskich wpływów na polskie bezpieczeństwo w latach 2007-2022. 9 kandydatów zgłosił klub Prawa i Sprawiedliwości. Z możliwości zgłoszenia kandydatów zrezygnowały natomiast kluby opozycji, które od początku bojkotują komisję, z jakichś powodów twierdząc, że ma być ona wymierzona bezpośrednio w Donalda Tuska.
Goszcząc na antenie Polsat News rzecznik rządu Piotr Müller zwrócił uwagę, że po nowelizacji prezydenta „komisja nie powinna chyba już u nikogo budzić wątpliwości, bo nie ma kompetencji, które by w jakikolwiek wyimaginowany sposób zagrażały komukolwiek”.
- „Dzisiaj zaplanowane jest posiedzenie Sejmu. Kandydatury do wczoraj były zgłaszane. Liczę, że w porządku obrad dzisiaj się to znajdzie (wybór członków komisji – PAP)”
- powiedział.
Wyjaśnił, że kilka tygodni zajmie najpewniej ukonstytuowanie komisji i wybór jej przewodniczącego. Zaznaczył, że nie jest priorytetem, aby komisja zaczęła działać jeszcze przed wyborami parlamentarnymi.
Badanie wpływów Kremla w Polsce próbuje jednak zablokować nie tylko totalna opozycja, ale również Komisja Europejska. Wczoraj rzecznik KE Christian Wiegand oświadczył, że jeśli komisja ds. rosyjskich wpływów zacznie działać w Polsce, Bruksela podejmie kolejne kroki w ramach procedury antynaruszeniowej.
- „Ta komisja ma na celu zbadanie potencjalnych rosyjskich wpływów w ostatnich latach. Nie wiem, co KE w tym zakresie przeszkadza. Wszelkie prawne wątpliwości, które mogły budzić wątpliwości, zostały z ustawy usunięte”
- odniósł się do stanowiska KE rzecznik rządu.
