Według ostatnich doniesień funkcjonariuszom służb bezpieczeństwa Brazylii udało się ująć 200 osób, które wdarły się do głównych urzędów państwowych w Brasilii. Poinformowano, że dominowali wśród nich radykalni zwolennicy Bolsonaro.

Zamieszki skrytykował sam były prezydent, który we wpisie na Twitterze podkreślił, że pokojowe manifestacje to część demokracji, jednak:

[…] wtargnięcia do budynków publicznych, jakie miały miejsce, a także były praktykowane przez lewicę w 2013 r. i 2017 r., wymykają się tej regule”.

Sprzeciwiał się też „oskarżeniom bez dowodów”, jakie wysunął obecny prezydent Brazylii. Twierdził, że była głowa państwa przyczyniła się do zamieszek. Jednym z efektów wczorajszych wydarzeń stało się zawieszenie na 90 dni gubernatora stanu federalnego, w którym znajduje się stolica kraju, przez sędziego brazylijskiego Sądu Najwyższego.

Sędzia Alexandre de Moraes twierdzi, że Ibaneis Rocha dopuścił się zaniedbań jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa. Miało to umożliwić atak zwolennikom Bolsonaro. Rocha zdymisjonował wcześniej sekretarza ds. bezpieczeństwa Andersona Torresa. Twierdził, że federalne służby bezpieczeństwa nie sprostały zadaniu strzeżenia obiektów takich jak Sąd Najwyższy czy pałac prezydencki.