Środowisko medialne skupione wokół Agory rozpoczęło oswajanie Polaków z procederem prostytucji od operacji językowej i posługiwaniem się skrajnie eufemistycznym nazewnictwem. „Sex working” ma brzmieć dumnie i nowocześnie. Jednak to jaką rzeczywistość skrywa pod swoją powierzchnią, wydaje się już niespecjalnie interesować pracowników medialnych Agory.
W styczniu na portalu gazeta.pl ukazał się artykuł, który miał „oddemonizować” branżę prostytucji, przedstawianą tam jako „sekspracę”, czyli ciekawą, nowoczesną i przede wszystkim bardzo atrakcyjną finansowo ścieżkę „kariery”.
Jakiś czas później, na tym samym portalu ukazał się tekst, w którym pełniąca rolę ekspertki dr Agata Dziuban, usiłowała przekonywać, że „bardzo często – wbrew rzeczywistości – realia pracy seksualnej są przedstawiane jako realia handlu ludźmi, wyzysku, przemocy, przymusu”.
Natomiast w swym świątecznym wydaniu „Gazeta Wyborcza” postulowała „dekryminalizację”, ale już nie legalizację prostytucji. Dlaczego nie legalizację? Bo wówczas wkroczyłoby państwo, z całym swym aparatem biurokratycznym i chęcią uporządkowania branży.
W promujących prostytucję tekstach mediów koncernu Agora próżno szukać opisu tej strony prostytucji, które naznaczone są samobójstwami, okaleczaniem się, uwikłaniem w uzależnienie od narkotyków i alkoholu osób parających się prostytucją. Tymczasem bardzo dobrze znane są historie co najmniej kilkudziesięciu aktorek filmów porno, które agorowy „sex working” przypłaciły życiem.
Tragiczne historie części z nich zamieszczono jakiś czas temu na serwisie YouTube.
