W swoim komentarzu pt. Ponownie ta diabelska wieloznaczność bp Mutsaerts, analizując deklarację Fiducia supplicans, wyjaśnia, że „problemem nie jest błogosławienie grzeszników”, gdyż „logicznie zawsze to było możliwe”. Zaznacza także, że deklaracja to potwierdza, tak jak fakt, że w przypadku związku tej samej płci nie może być mowy o małżeństwie sakramentalnym. To samo dotyczy „jakieś formalnej formy rytualizacji” błogosławienia par homoseksualnych, która jest również niemożliwa. Zdaniem biskupa może to być reakcja na sformalizowanie tego typu błogosławieństw w Niemczech. Każdy też może otrzymać „spontaniczne błogosławieństwo”, gdy poprosi o to księdza np. w czasie pielgrzymki.
Zaznaczając, że tego typu informacje nie są niczym nowym, bp Mutsaerts następnie stwierdza, że reszta passusów deklaracji w rzeczywistości jest „niejasna”. Zadając pytanie: „Dlaczego ktoś prosi o błogosławieństwo?”, biskup odpowiada, że po to, by „usunąć stan bycia zepsutym w swoim życiu”. Stąd Bóg może udzielić błogosławieństwo grzesznikowi, a skruszony grzesznik otrzymuje przebaczenie. Jednak Bóg nie może błogosławić grzechu. „Kochamy grzesznika, ale nienawidzimy grzechu” – przypomina bp Mutsaerts. Jego zdaniem tutaj właśnie deklaracja Fiducia supplicans „popełnia błąd”.
„Fiducia supplicans chce być pomocą duszpasterską – pisze bp Mutsaerts – ale to, co deklaracja rozumie poprzez błogosławieństwo, jest całkowicie zagmatwane. Niejasne jest, dlaczego ktoś miałby prosić księdza o błogosławieństwo i dlaczego ksiądz miałby chcieć udzielić swego błogosławieństwa. Normalnie chodzi o to, by doprowadzić czyjeś życie do zgodności z wolą Boga. Jest to wezwanie do świętości, ale nigdzie w deklaracji nie ma wezwania do skruchy, nie ma nawiązania do prawdy. Nie zawiera ona wezwania par LGBTQ do życia we wstrzemięźliwości w zgodzie z planem Bożym, w którym seksualność jest zarezerwowana dla związku mężczyzny i kobiety”.
Bp Mutsaerts uważa, że taki „brak jasności, sianie zamieszania” to „powtarzalny refren” pontyfikatu Franciszka. Z jednej strony papież „mówi, by nie zmieniać doktryny Kościoła, ale jednocześnie tworzy sposobności do praktykowania czegoś przeciwnego”. Bp Mutsaerts wskazuje na problem, jakim jest „identyfikowanie grzechu i grzesznika” i podkreśla, że nie ma czegoś takiego, jak „chrześcijański gej”. Jest natomiast „chrześcijanin o orientacji homoseksualnej”. Nie można działać tak, jakby „osoby LGBTQ były jakimiś wyjątkowym rodzajem grzesznika, którego musimy traktować osobno”. Musimy wobec nich stosować te same kryteria, jak wobec innych grzeszników.
Wbrew twierdzeniu homoseksualistów, że Kościół ich wyklucza, bp Mutsaerts podkreśla, że w rzeczywistości nie wyklucza nikogo. Jednak Kościół wymaga od wszystkich żalu za grzechy, wzywa do skruchy. Tymczasem „wieloznaczność Fiducia supplicans” polega na tym, że unika się „nazwania grzesznej natury”, czego także nie chce „społeczność LGBTQ”. Oni chcą, by to Kościół się zmienił, a nie oni.
„Deklaracja oferuje możliwość otrzymania błogosławieństwa – pisze bp Mutsaerts – ale nie mówi ani słowa o korekturze, a księdza się prosi, by udzielił swego błogosławieństwa nieuporządkowanemu stanowi, który trwa. To nie jest duszpasterskie ani miłosierne, ale raczej pozbawione miłości”. Tymczasem rolą duchownego jest „doprowadzenie ludzi bliżej do Boga, a nie kierowanie ich dalej ku otchłani”.
Prosząc ojca świętego o klarowność wypowiedzi i stwierdzając, że nową deklaracją nikomu nie pomaga, bp Mutsaerts podsumowuje: „Udzielę swego błogosławieństwa każdemu, kto o nie poprosi. Ale pod żadnym warunkiem nie udzielę swego błogosławieństwa grzesznej sytuacji. I nie ma to żadnego związku z dyskryminacją. To samo dotyczy relacji mężczyzny i kobiety, która wiąże się z cudzołóstwem”.
