Mariusz Paszko, portal Fronda.pl: Unia Europejska nie wyciągnęła żadnych wniosków po roku 2015. Państwa tzw. starej unii próbują ponownie obciążyć pozostałe kraje konsekwencjami prowadzonej przez lata polityki, która zaczęła się od decyzji ówczesnej kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Jak powinna być polityka Polski w tym względzie?

Bogdan Rzońca, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości: Polityka polskiego rządu powinna być dokładnie taka, jak zaprezentował to ostatnio Pan premier Mateusz Morawiecki. Jeśli chodzi o państwa Unii Europejskiej, to absolutnie nie wyciągnęły one żadnych wniosków z tamtej porażki. Obecnie mają duże niedogodności z tymi migrantami politycznymi i ekonomicznymi, których przyjęły. Teraz natomiast chcą obciążać inne państwa swoimi niemądrymi pomysłami, które i tak nie są do zrealizowania, ponieważ umieszczenie tych uchodźców w Europie Środkowej nic nie da, gdyż oni będą stamtąd uciekać do krajów o wyższych świadczeniach socjalnych. W związku z tym kraje te będą zmuszone albo ich gdzieś zamknąć albo pilnować, co przecież wiąże się z dodatkowymi kosztami. To, co zrobili ministrowie spraw wewnętrznych Rady Unii Europejskiej, jest więc całkowicie absurdalne. Co prawda ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, musimy więc uświadamiać wielu innym krajom, które mogą być z nami w tej sprawie, że ten pomysł lewicy europejskiej jest zwyczajnie niewykonalny, niemądry i niebezpieczny dla tych państw, które chcą żyć bez terroru, bez strzelanin i napadów, czego przykładem jest ostatnia napaść na dzieci we Francji przez migranta z Syrii, czy też sytuacja w Szwecji.

Uważam więc, że polski rząd powinien trzymać fason i nie przejmować się straszeniem, że nam odbiorą pieniądze za to, że nie spełnimy ich oczekiwań. Niech biorą te pieniądze. Polski budżet ma się dobrze i myślę, że tu nie będzie wielkiego uszczerbku.

Nawiązując do Pana słów o aktach terroru, jakich dopuszczają się migranci z krajów muzułmańskich, myślę, że warto przytoczyć słowa szefa Islamskiego Stowarzyszenia Australii Południowej Mohamada Tabidiego, który w ostatnio udzielonym wywiadzie mówi, że kraje Europy Zachodniej, cytuję: „zaimportowały śmieci, które kraje islamskie chciały wsadzić do więzień lub odizolować od społeczeństwa” w krajach muzułmańskich. Dalej mówi, że ci ludzie nie chcą pracować, ale „chcą bogactwa za darmo”. Chwali natomiast politykę Polski.

W pełni się z tym zgadzam. Natomiast opowieści, które słyszy się w Parlamencie Europejskim, że przyjeżdżają tu wykwalifikowani informatycy, inżynierowie czy lekarze to jest kompletna bzdura. Prawda jest taka, że przyjeżdżają do Europy cwaniaczki z drogimi smartfonami, z komputerami i dobrze „bawią się” kosztem innych w krajach zachodnich. Oni nie podejmują pracy, nie zakładają rodzin. Zgodziłbym się z tym ostrym stwierdzeniem imama australijskiego, że są to rzeczywiście ludzie z marginesu społecznego, którzy uciekają ze swoich krajów. Co więcej, płacą za to, że są tu przywożeni. Następnie czekają na przysłowiową „mannę z nieba”, przy okazji tragicznie „bawią się” – powtórzę - kosztem ludzkiego życia. Straszą i napadają na dzieci, terroryzują społeczności lokalne.

My jako Polska musimy tego uniknąć i będziemy tutaj twardo stali na straży bezpieczeństwa Polaków.

Niektórzy politycy czy publicyści zarzucają Zjednoczonej Prawicy, że zobowiązała się nie przyjmować migrantów, a wytykają np. zatrudnianie Azjatów w Orlenie czy w sektorze prywatnym. Polska zawsze była przecież ojczyzną wielu kultur i ludzi, którzy chcieli tworzyć jeden Naród, to po pierwsze. Po drugie natomiast, ci Azjaci budują przecież naszą gospodarkę i nie są ani darmozjadami, którzy liczą jedynie na zasiłki, ani tym bardziej terrorystami, o czym mówił wspomniany już imam z Australii. Co myśleć o takich zarzutach?

To oczywiste, że każdy, kto chce oficjalnie przyjechać do Polski albo uciekać przed reżimem i przekracza legalnie polską granicę, otrzymuje u nas wsparcie i pomoc. Przez Polskę przejechało 12 milionów Ukraińców, a tych którzy pozostali i są w polskich systemach ubezpieczeniowym, edukacyjnych, zdrowotnym jest około miliona. Nie mamy z tym przecież żadnego problemu. Jeśli ktoś chce uczciwie pracować w Polsce, to nie ma znaczenia jaki ma kolor skóry czy jakiej jest narodowości. Natomiast przestępców będziemy się z Polski pozbywać i zabezpieczać się przed nimi. I robimy to skutecznie. W efekcie Polska jest pokazywana jako kraj coraz bardziej bezpieczny.

To też jest bardzo dobrze widziane u inwestorów zagranicznych. Mamy w ostatnim czasie zainwestowanych 110 miliardów w Polsce. To jest wyraźny dowód na to, że Polska to po prostu bezpieczny kraj.

To, że unia nie pamięta o przyjmowaniu uciekinierów, matek i dzieci z Ukrainy, to jest po prostu bardzo smutne i niemoralne i dowodzi tylko tego, że w Unii Europejskiej – powiem wprost – mamy do czynienia ze skrajnym rasizmem, a eurokraci dzielą ludzi na tych, którzy mają żyć za 22 000 euro i chodzi mi tu o proponowane kary za nieprzyjęcie nielegalnych migrantów z krajów islamskich albo tych, którzy mają otrzymać 45 euro, jak to miało miejsce w przypadku przekazania funduszy europejskich na pomoc uchodźcom ukraińskim w Polsce. To jest po prostu smutne, ale tak postępuje obecna większość w Unii Europejskiej. Kieruje się takimi lewicowymi pomysłami, przymilaniem się do przestępców, którzy później burzą porządek społeczny.

Czy my jako Polska jesteśmy w tym względzie cokolwiek winni Unii Europejskiej?

Nic. Absolutnie nic. My jesteśmy przykładem na to, jak należy pomagać w trudnych sytuacjach. Przyjęliśmy przecież 100 tys. uciekinierów z Czeczeni oraz 12 milionów uchodźców z Ukrainy, o których już mówiłem. Nie tworzyliśmy obozów dla tych osób, pomagaliśmy z własnych pieniędzy. Normalni ludzie na świecie to widzą i doceniają i tak będziemy postępować zawsze.

Z kolei siłowe rozwiązania unijne, w dodatku pozatraktatowe, nie wchodzą tu w grę.

Unijni autokraci nie dostrzegają albo udają, że nie dostrzegają, że Polska już teraz stała się swego rodzaju azylem dla wszystkich uciekinierów z republik dawnego ZSRR. Nie chodzi tu tylko o Ukraińców i Białorusinów, ale także obywateli krajów Azji Środkowej. Czy taka decyzja dowodzi Pana zdaniem „odklejenia sie” unijnych urzędników od realnej rzeczywistości?

Panie Redaktorze, obecna sytuacja i działania niektórych członków UE – jak na przykład Szwecji - wskazują na to, że chcą się tym niebezpieczeństwem „podzielić” z innymi krajami. Chcą ich teraz wydalić, tak jak towar, a nawiązując do wypowiedzi tego imama, o którym już rozmawialiśmy – jak „śmieci” ze swoich krajów, zapakować w pociągi i wywieźć. To przecież też jest niemoralne i nieludzkie, ale tak chcą zrobić. Oni to traktują jako w pewnym sensie „humanitarne”.

Odklejenie od rzeczywistości oczywiście ma miejsce, ale Unia Europejska ekonomicznie się pogrąża. Z Chinami czy Stanami Zjednoczonymi ma ogromne deficyty. Coraz więcej firm ucieka z Niemiec, także do Polski. Słyszałem o wysokim procencie ucieczek tych firm niemieckich, właśnie do Polski oraz przenoszenia działalności z unii poza rejon wspólnoty. W Unii Europejskiej przez takie pomysły jak pakiet Fit-for-55 koszty pracy ogromnie drożeją, a obciążenia przemysłu bardzo rosną. To wszystko wygląda wręcz na zaplanowaną katastrofę gospodarczą Unii Europejskiej.

Dopiero po przyszłych wyborach uda się urealnić postawę ekonomiczną liderów Unii Europejskiej i powinni to zrobić ekonomiści, a nie ideolodzy spod znaku pseudo-ekologii.

Powiedziałbym wprost, że to komuniści. Coraz częściej zaczyna się też słyszeć, że za tym stoi układ Moskwa – Berlin – Pekin.

To jest twardy sojusz tej lewicy, która próbuje narzucić rozwiązania bardzo niedobre, całkowicie niegospodarne, skrajnie nieekonomiczne, odrealnione i szkodzące krajom Unii Europejskiej.

Obok Polski równie nieprzejednane stanowisko w 2015 roku zajęły Węgry. Czy pomimo różnic w zakresie stosunków z Rosją i podejścia do pomocy Ukrainie jest tutaj zdaniem Pana Posła pole do współpracy?

W takcie środowej sesji węgierski poseł przemawiając po polsku bronił Polski i polskiego rządu i prawdy o tej ustawie dotyczącej wpływów rosyjskich. To było bardzo eleganckie i partnerskie zachowanie. Podobnie zareagował poseł francuski. Natomiast Marek Belka na przykład atakował nasz kraj i rząd. Taką mamy niestety sytuację w Parlamencie Europejskim. Hańba domowa trwa i jest jej ciąg dalszy. Pomimo „standardów”, które przyjęła polska opozycja pod hasłem „ulica i zagranica”, polski rząd nie powinien się tym przejmować i dalej robić swoje, umacniać pozycję Polski na arenie międzynarodowej od strony gospodarczej, od strony bezpieczeństwa. Przy takim podejściu będziemy silni, a tym samym szanowani.

Mącenie wody przez Donalda Tuska i jego ekipę w imieniu lewicy i liberałów europejskich może co prawda Polsce zaszkodzić, ale Polaków dobrej woli jest więcej, jest przewaga ludzi mądrych w naszym kraju i myślę, że w tych nadchodzących wyborach damy radę, odeprzemy te ataki i będziemy się sami rządzić w ramach wspólnoty narodów europejskich.

Czy jest możliwe wokół Polski, Węgier i tych krajów, które już sprzeciwiły się przymusowej relokacji migrantów, zbudowanie bloku państw niechętnych narzucaniu takich rozwiązań przez starą Unię? Czy możemy wykorzystać nasza pozycję niekwestionowanego lidera w zakresie pomocy humanitarnej udzielanej prawdziwym uchodźcom wojennym?

Myślę, że rację mieli i Pan prezydent Andrzej Duda i Pan premier Mateusz Morawiecki, kiedy mówili, że wpływy rosyjskie należałoby zbadać w całej Unii Europejskiej, ponieważ one nie tylko ciągle istnieją, ale są wciąż wielkie. Widać wręcz strach w oczach liderów lewicowo-liberalnych ugrupowań. Ich stałe wieloletnie powiązania z Rosją są przecież znane i trzeba to wyłuszczyć i pokazywać. Ich woli w tej materii nie ma, ponieważ to by kompromitowało i polityków i biznesmenów, którzy trzymają na pasku liderów Unii Europejskiej.

Jeśli chodzi o polskie sprawy, to zawsze należy szukać koalicjantów, czy są to Węgrzy czy też inne kraje. W zakresie badania rosyjskich wpływów Polska także takich koalicjantów powinna mieć.

Jeśli już mówimy o badaniu rosyjskich wpływów czy to w Unii Europejskiej czy w Polsce, to jak w Parlamencie Europejskim komentuje się i czy się komentuje, pierwszy odcinek serialu dokumentalnego „Reset” redaktora Michała Rachonia i profesora Sławomira Cenckiewicza?

Jest potworny strach i przerażenie. Politycy Platformy Obywatelskiej są po prostu spanikowani po tym filmie.

Uprzejmie dziękuję Panu Posłowi za rozmowę.