Publicysta wskazuje, że polityczne centrum Unii Europejskiej przesuwa się ze „starej Europy” w kierunku „nowej Europy”, czyli państw, które dołączyły do NATO i UE po zakończeniu zimnej wojny.

- „To mogłoby prowadzić do dwóch wniosków. Pierwszy jest taki, że Polska i jej bałtyccy sąsiedzi wiodą prym jeśli chodzi o odpowiedź Europy na zachowania Putina. Drugi wniosek jest taki, że państwa te szykują się do kierowania Unią również na bardziej ogólnym poziomie”

- zauważa autor.

Kluth wskazuje, że to Polska, Litwa, Łotwa i Estonia miały rację w ocenie putinowskiej Rosji. W „katastrofalny sposób” natomiast pomyliły się Niemcy i Francja. Przypomina w tym kontekście prowadzone przez Berlin interesy z Kremlem.

- „Ta niemiecko-rosyjska przyjaźń ożywiła historyczne koszmary w Polsce i państwach bałtyckich. Niemiecko-rosyjskie porozumienia zawsze zawierano się kosztem tych krajów przynajmniej od czasów, gdy Hohenzollernowie, Habsburgowie i Romanowowie dokonali podziału Rzeczpospolitej Obojga Narodów i wymazali ten byt z mapy w XVIII wieku. Największą traumą tych państw był Pakt Ribbentrop-Mołotow z 1939 roku, w którym nazistowskie Niemcy i sowiecka Rosja podzieliły między siebie Polskę i państwa bałtyckie”

- przypomina dziennikarz Bloomberga.

Kluth zwraca uwagę, że dziś na obszarze transatlantyckiego Zachodu słyszany jest głos Tallina, Rygi, Wilna i Warszawy, w nie Berlina i Paryża.