Prezydent USA złożył dziś pierwszą od 2008 roku wizytę na Ukrainie. Jego podróż odbyła się w absolutnej tajemnicy. Do tej pory Biały Dom przekonywał, że jest ona niemożliwa ze względów bezpieczeństwa. O tym, że się odbyła, świat dowiedział się dopiero, kiedy Joe Biden był już w Kijowie. W stolicy ogarniętego wojną kraju amerykański przywódca spotkał się z Wołodymyrem Zełenskim i złożył wieńce pod ścianą pamięci żołnierzy poległych w wojnie z Rosją.

Na wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Ukrainy Joe Biden zapowiedział przekazania Kijowowi kolejnego pakietu pomocy militarnej o wartości 500 mln dolarów.

- „Wolność jest bezcenna i warta tego, by toczyć o nią walkę”

- mówił amerykański prezydent.

Podkreślił, że niemal cały świat pomaga Ukrainie odeprzeć rosyjską agresję.

- „Armia rosyjska straciła połowę okupowanego wcześniej terytorium. Rosjanie uciekają z Rosji i nie chcą tam wracać. Nie widzą tam dla siebie przyszłości. Gospodarka rosyjska jest odizolowana, mierzy się z poważnymi trudnościami. Putin liczył na to, że nie będziemy się trzymać razem i nie uda się zachęcić innych krajów do pomocy. Sądzę, że teraz myśli inaczej”

- stwierdził zapewniając, że „Kijów ma szczególne miejsce w jego sercu”.

Biden rzucił wyzwanie Putinowi

W wywiadzie dla portalu Niezależna.pl dzisiejszą wizytę Joe Bidena na Ukrainie skomentował były ambasador Polski w Rosji prof. Włodzimierz Marciniak.

- „Symboliczne znaczenie tej wizyty jest oczywiste. Można by mówić o afroncie, ale to jest już w twarz rzucone wyzwanie prezydentowi Putinowi: wynoś się stąd!”

- ocenił dyplomata.

Ukraiński wywiad alarmował, że w przeddzień wizyty amerykańskiego prezydenta w Polsce Rosjanie rozpoczęli ćwiczenia nuklearne, chcąc w ten sposób nasilić swój szantaż.

- „W tej sytuacji mamy raczej do czynienia z demonstracją bezsilności”

- stwierdził prof. Marcinak podkreślając, że to pokazuje, iż Rosjanie „niczego innego nie są w stanie zrobić”.

- „Taka wizyta w przededniu wygłoszenia przez Putina orędzia do Zgromadzenia Federalnego, odkładanego (bo powinien już w zeszłym roku je wygłosić; to jest jego obowiązek konstytucyjny, którego nie wykonał), wydaje mi się, że w sensie retorycznym to jest nokaut”

- dodał.

Przypomniał, że jeszcze tok temu Putin chciał przyjmować defiladę w Kijowie, a dziś Kijów odwiedził prezydent Stanów Zjednoczonych.