Kabanczuk udzielił wywiadu „Rzeczpospolitej”, w którym opowiedział m.in. o sytuacji swojego kuzyna Siarheja Franczuka, aresztowanego za udział w protestach po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi w 2020 roku.
- „Mój kuzyn ma stwierdzoną niepełnosprawność i ma mnóstwo problemów zdrowotnych. Więzienie dla niego jest ciężką próbą. To pokazuje, jak mocno reżim nas się boi. W przeciwnym wypadku nie zwracano by na nas uwagi. Czynią różnego rodzaju prowokacje i próbują powstrzymać poszerzenie naszej liczebności. Reżim chce sprawić, by inni do nas nie dołączali”
- powiedział opozycjonista.
Zaznaczył, że żołnierze z jego pułku nie ujawniają swojej tożsamości, aby chronić pozostających na Białorusi członków rodziny. Zapewnił jednak, że nie zna nikogo, kto zrezygnowałby z walki w pułku z uwagi na presję wywieraną przez reżim na swoich krewnych.
- „Jeżeli zostanie wydany międzynarodowy nakaz aresztowania Łukaszenki, wkroczymy tam i jego aresztujemy. I może nie dojdzie nawet do żadnej walki zbrojnej, bo będą uciekać jak karaluchy”
- oświadczył.
Mówiąc o motywacjach Białorusinów walczących na Ukrainie podkreślił, że bez wolnej Ukrainy nie będzie wolnej Białorusi.
