Zgodnie z informacjami opublikowanymi przez Onet.pl, nowym pomysłem Donalda Tuska na poprawę wyników KO mają być "mocne nazwiska". W rozmowie padają konkretnie Bartosz Arłukowicz i Radosław Sikorski. Mogą oni wystartować z pierwszych miejsc na listach KO.
"Arłukowicz to jest wyborcze pendolino. Ma wszystko: rozpoznawalność, potrafi się bić, ludzie go lubią, jest pracowity, no i Donald go ceni. Na miejscu szefa też bym go ściągał do kraju, żeby wygrać wybory z PiS-em"
- mówi polityk KO, anonimy rozmówca Onet.pl
Rzeczywiście, były minister zdrowia w wyborach europejskich w 2019 uzyskał mandat deputowanego do Europarlamentu, otrzymując prawie 240 tys. głosów w okręgu zachodniopomorsko-lubuskim, pomimo startu z drugiego miejsca. W jesiennych wyborach mógłby zostać szczecińską "jedynką". Zastąpiłby na tej pozycji Sławomira Nitrasa, który od dawna średnio dogaduje się z Donaldem Tuskiem. Wymiana na lojalnego sobie kandydata Arłukowicza, którego w końcu Tusk uczynił szefem resortu zdrowia w 2011, może być także ruchem do wzmocnienia swojej własnej pozycji w ugrupowaniu.
Drugi kandydat, czyli Radosław Sikorski, wzbudza znacznie większe kontrowersje. Po skandalu, który wywołał twitter'owymi insynuacjami, jakoby za atakiem na Nord Stream stali Amerykanie, nie udziela się medialnie. Całe szczęście, patrząc na to jak na aferze skorzystała rosyjska propaganda.
— Ta kwarantanna dobrze Radkowi zrobi. Jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy i zawodnikiem wagi ciężkiej. Naprawdę trudno nie skorzystać z jego atutów. Poza tym on naprawdę ma swoje porachunki z PiS.
- mówi polityk KO, anonimy rozmówca Onet.pl
Ogólna rozpoznawalność Sikorskiego i powrót z "medialnej kwarantanny" mają jednak wystarczyć, żeby zebrać satysfakcjonującą Tuska liczbę głosów. Czy były minister spraw zagranicznych porzuci jednak ciepłą posadę w europarlamencie? Najpewniej wszystko zależy od tego, co zaproponują mu w zamian.
Ściąganie europarlamentarzystów do wyborów w kraju nie jest łatwym i wygodnym dla Tuska ruchem. Łatwiej obsadzić jedynki znanymi nazwiskami ze wspólnego bloku opozycji, szczególnie że i chętnych byłoby więcej. Czasu jest za to coraz mniej, a problem nie rozwiąże się sam.
