Po dwóch miesiącach bierności, w kwietniu Bundestag wreszcie wezwał rząd do wsparcia Ukrainy ciężką bronią. Miało się ono odbywać również poprzez tzw. Ringtausch, czyli wymianę sprzętu. Sojusznicy ze wschodniej flanki mieli przekazać Ukrainie posowieckie uzbrojenie, które znają ukraińscy wojskowi, a Berlin miał uzupełnić powstałe w ten sposób braki w tych państwach swoim sprzętem. Polska szybko przekazała napadniętemu państwu swoje zapasy czołgów T-72. Niemcy jednak nie wywiązały się ze swojej obietnicy.

Kiedy światowe media piszą o „hańbie” Berlina a niemiecka opozycja, której lider odwiedził w tym tygodniu Polskę, twardo żąda wywiązania się z porozumień, rząd Olafa Scholza próbuje wyjść z kryzysu z twarzą. Dziennik „Suddeutsche Zeitung” dotarł do listu minister Lambrecht do wicepremiera Błaszczaka.

Do tej pory Berlin zaoferował Polsce jedynie 20 czołgów Leopard 2, ale nie w najnowszym wariancie. W swoim liście szefowa niemieckiego resortu obrony wyjaśnia, że oferowano również 100 czołgów Leopard-1 A5 oraz bojowe wozy piechoty Marder. Apeluje przy tym o zrozumienie przekonując, że w Bundeswehrze brakuje nowoczesnego sprzętu.

- „Rekompensata z zasobów Bundeswehry nie jest możliwa ze względu na nasz własny niedobór i wypełnianie zobowiązań sojuszniczych”

- napisała.

Dodatkowo Lambrecht wskazuje, że „możliwe byłoby również wspólne zamówienie najnowocześniejszych czołgów Leopard 2 z niemieckiego przemysłu”.

- „W produkcji i dostawie tych nowych czołgów dołożylibyśmy wszelkich starań, aby Polska miała pierwszeństwo.”

- zapewnia niemiecka minister.

W liście do wicepremiera Błaszczaka Lambrecht podziękowała za wsparcie okazane Ukrainie i poprosiła o informację zwrotną.

- „Wasz kraj skutecznie wspierał Ukrainę poprzez hojną, a przede wszystkim bardzo szybką darowiznę czołgów. Za to mam największy osobisty szacunek i serdeczne podziękowania”

- podkreśliła.