Jak informuje „Rzeczpospolita” autorem projektu miał być specjalista od systemów wyborczych prof. Jarosław Flis.
Fundamentalna zmiana polegałaby na tym, że dotychczasowe 41 okręgów wyborczych podzielone zostałyby na 230 podokręgów. Z każdego z tych podokręgów wybierany byłby tylko jeden – zwycięski poseł.
W ten sposób skompletowano by połowę składu Sejmu. Natomiast pozostałych 230 posłów byłoby wybieranych w ramach 41 okręgów proporcjonalną metodą podziału mandatów d’Hondta, wykorzystywaną obecnie do wyboru wszystkich 460 posłów.
Partie nie zgłaszałyby już długich list kandydatów w okręgach, lecz wskazywałyby wyłącznie jednego kandydata w każdym z podokręgów wraz z jego zastępcą.
„Gdyby komitet uzyskał więcej mandatów, niż ma kandydatów głównych, wtedy po mandaty sięgnęliby też ich zastępcy. Poza tym instytucja zastępcy kandydata byłaby wykorzystana, gdyby poseł zwolnił mandat i pojawiłaby się potrzeba wprowadzenia do Sejmu kogoś w jego miejsce” – wyjaśnia w swej publikacji „Rzeczpospolita”.
