We wtorek ogromną panikę na Krymie wywołały eksplozje w rosyjskiej bazie wojskowej w miejscowości Nowofiodorowka. Rosyjskie ministerstwo obrony utrzymuje, że doszło do „detonacji kilku sztuk amunicji lotniczej”. Natychmiast pojawiły się jednak doniesienia na temat ukraińskiego ataku, do którego władze Ukrainy oficjalnie się nie przyznają.
- „Ukraina nie bierze odpowiedzialności za wtorkowe eksplozje w rosyjskiej bazie lotniczej na Krymie”
- oświadczył wczoraj doradca prezydenta Ukrainy Mychajło Podolak.
Sprawę komentował w „Gościu Wydarzeń” na antenie Polsat News gen. Mieczysław Bieniek, w ocenie którego atak przeprowadziły siły specjalne Ukrainy.
- „Oczywiście Ukraina się do tego nie przyznaje, ale uważam, że to nie był przypadkowy wybuch, że jest to koronkowa robota służb i sił specjalnych Ukrainy”
- stwierdził wojskowy.
Jednocześnie gość Bogdana Rymanowskiego wykluczył możliwość ataku rakietowego podkreślając, że „Amerykanie nie daliby zgody na wykonanie uderzeń tak głębokich”.
Okupowany Krym Władimir Putin uznaje za terytorium Rosji. Red. Rymanowski zwrócił uwagę na rosyjską doktrynę odstraszania, która zakłada możliwość użycia broni jądrowej w przypadku zagrożenia terytorium Rosji. W ocenie eksperta jednak obecnie do takich działań nie dojdzie, a Kreml skupi się na swoich ograniczonych celach.
- „Będzie chciał zorganizować referendum na terenach już zdobytych, aby usankcjonować te tereny w taki sposób, jak zrobił to na Krymie”
- stwierdził gen. Bieniek.
