"Najwyraźniej w wojnie hybrydowej prowadzonej przez rosyjskie media przeciwko Armenii obiecano im, jak w słynnej bajce – kto powie najwięcej kłamstw, dostanie połowę pałacu/Kremla" - napisał na Facebooku Aratiunian.

W ten sposób skomentował rosyjski materiał prasowy, z którego wynikało, że demonstranci z Erywania szturmowali jeden z rządowych budynków i napotkali tam opór ze strony amerykańskich sił bezpieczeństwa.

"To absolutna dezinformacja" - podkreślił Aratiunian.

Według niego protestujący nie wtargnęli tego dnia do budynku rządowego i nie było tam wojsk amerykańskich.

Artiunian zastanawia się także, dlaczego najbardziej zaciekli i zagorzali kremlowscy propagandyści to Rosjanie pochodzenia ormiańskiego: m.in. Margarita Simonjan i jej mąż Tigran Keosajan.

19 września w wyniku błyskawicznej operacji wojskowej Azerbejdżan doprowadził do rozbrojenia i rozformowania znajdujących się w Górnym Karabachu oddziałów ormiańskich separatystów. W efekcie w Erywaniu doszło do antyrządowych protestów. Demonstranci zarzucali władzom, że te nie wsparły Karabachu militarnie.

Teoretycznie w korytarzu łączącym Karabach z Armenią stacjonowały rosyjskie siły pokojowe, które miały być gwarantem rozejmu z 2020 roku. Nie wzięły jednak one udziału w walkach po żadnej ze stron.

Armenia kilka lat temu obrała silnie prozachodni i antyrosyjski kurs. Rosja twierdzi zatem, że ostateczna porażka w Karabachu to efekt antyrosyjskiej polityki Erywania.