Mariusz Paszko, portal Fronda.pl: We wtorek mogliśmy obejrzeć kolejny odcinek resetu. Jak można skomentować nieobecność na pogrzebie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego takich głów państwa jak Barak Obama, Angela Merkel czy Nicolas Sarkozy? Miedwiediew jednak triumfalnie, jak można się domyślać w zastępstwie Putina, się pojawił. Na jego ustach można było nawet zauważyć wyraz zadowolenia. Cała ówczesna ekipa rządowa natomiast z Donaldem Tuskiem i Bronisławem Komorowskim na czele smaliła przed nim cholewy.
Arkadiusz Czartoryski: W naszej chrześcijańskiej i europejskiej cywilizacji pogrzeb jest niezwykle symbolicznym momentem i czasem. Jest on wyrazem szacunku i hołdu dla osoby, którą przekazujemy już w ręce Boga i składamy ciało oznaczając symbolami, krzyżem, modlimy się podczas pogrzebu. Jest to też wyraz naszej kultury i wsparcia religijnego dla osoby, którą żegnamy. Jeżeli w tym kontekście rozpatrujemy pogrzeb, to musimy mieć świadomość, że niestety, ale na świecie intencje polityków mogą być bardzo różne i często symbolicznie nieżyczliwe. Ja osobiście jestem głęboko co do tego przekonany, że Federacja Rosyjska przyczyniła się do śmierci śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jeśli więc i ten kraj wysyła swojego przedstawiciela, to bardzo często działa niczym mafia, która pilnuje, czy oby na pewno osoba przez nią zabita została pochowana w odpowiednim miejscu. Sprawdza, czy to się odbyło i czy to będzie już koniec. I taka właśnie moim zdaniem była intencja pobytu delegacji rosyjskiej na tym pogrzebie.
Co do przedstawicieli świata zachodniego, to zarówno Barack Obama jak i Angela Merkel prowadzili w moim przekonaniu głęboko błędną politykę wobec imperium rosyjskiego. Była to polityka resetu, którą w tamtym czasie prowadziły zarówno Niemcy, jak i Stany Zjednoczone. Straty, które z tego tytułu poniósł Waszyngton są niepomierne. USA traciły na znaczeniu w Europie w czasie rządów Baracka Obamy, a Angela Merkel postanowiła związać gospodarkę Niemiec z Rosją. Oczywiście na przeszkodzie stała Polska, która zwracając uwagę na łamanie praw człowieka, wojny w Gruzji i Czeczenii, przeciwstawiała się silnym związkom gospodarczym Europy Zachodniej z Rosją i była w tym procesie przeszkodą. I dlatego między innymi zginął prezydent Lech Kaczyński – on utrudniał w prowadzeniu tych wielkich biznesów rosyjsko-niemieckich albo szerzej rosyjsko-zacchodnioeuropejskich. Francuzi przecież też eksportowali, stawiali fabryki samochodów pod Moskwą, a jednocześnie czerpali z dóbr naturalnych Rosji. Tak więc nieobecność polityków świata zachodniego jest dla mnie czymś oczywistym. Oni mieli to – przepraszam za bardzo dużą dosadność – w bardzo głębokim poważaniu. Byli wręcz zdenerwowani, że Polska w związku z postawą Lecha Kaczyńskiego, utrudnia im wielki, gigantyczny, historyczny biznes z imperium rosyjskim. Niestety robili ten biznes, pomimo że wiedzieli, że wzmacnia to finansowo, militarnie i gospodarczo Rosję, która pod przywództwem tego zbira Putina chce odbudować imperium, jakim było ZSRR. Ja tak właśnie patrzę na ten moment pogrzebu. Prawdziwi przyjaciele, pomimo trudności przyjechali i byli. Byli tam przede wszystkim Polacy i modlili się. I to było najpiękniejsze i najcudowniejsze.
MP: W ujawnionej notatce MSZ możemy przeczytać m.n.: „Spotkanie potwierdziło, że obie strony oczekują, iż rezultatem ostatnich tragicznych wydarzeń związanych z Katyniem i Smoleńskiem, stanie się zdecydowane polepszenie stosunków polsko – rosyjskich.” Przecież to brzmi wprost jak przyznanie się do zbrodni.
AC: Donald Tusk po wygranych wyborach nie samodzielnie, ale pod ogromnym wpływem polityki niemieckiej, dokonywał zbliżenia gospodarczego i politycznego z Rosją, pomimo tego, że Moskwa robiła przeróżne wstrętne rzeczy wobec Polski, czy to w przypadku Katynia, czy też umów gospodarczych albo rewizji historii II wojny światowej i wcześniejszych konfliktów. Pomimo tego wszystkiego w hołdzie dla polityki Angeli Merkel, Donald Tusk i jego ekipa dokonywali tego resetu. Jadąc do Moskwy już jechali w roli petentów i osób, które najpierw muszą wysłuchać różnych upokorzeń, a następnie grzecznie wykonywać różne czynności bez korzyści – podkreślam to mocno! - dla strony polskiej. Niestety tak działo się również po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pozostałych ofiar tej katastrofy. Symbolem tego były widoczne w mediach uściski i obejmowanie się Tuska z Putinem jeszcze na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku, tuż po katastrofie. Od razu też przyjęto i przekazano publicznie wersję rosyjską, że winni są rzekomo piloci. Wszyscy słyszeliśmy, jak przed kamerami siepacze Putina od razu taką wersję wydarzeń przedstawiali. Tusk nie odzywał się wcale i jedynie temu przytakiwał kiwając głową. To było okropne upokorzenie państwa polskiego i nie daj Boże, abyśmy kiedykolwiek mieli do tego wrócić.
MP: Moją uwagę w tej sytuacji zwróciło też rosyjskie podejście do fałszowania historii. Cały przekaz jak się wydaje był mniej więcej taki, że Rosja chciała pokazać już na grobie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, że winą za Katyń należy obarczać Polskę i bitwę 1920 roku, ponieważ wtedy dużo rosyjskich jeńców zmarło w polskich obozach z uwagi panującą w tamtych czasach zarazę. Nie mówi się jednak, że ta epidemia dotyczyła ogromnej części Europy.
To brzmiało tak, że zbrodnią Polaków było zabijanie bolszewików w trakcie wojny obronnej o wolność i niepodległość Polski. To jest dla mnie jest wprost szokujące.
AC: Kontynuacją tej narracji było uroczyste odsłanianie pomników bolszewików, którzy wtedy atakowali Warszawę pod Radzyminem przez ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego. Pamiętamy przecież, jak zamiast odsłonić pomnik obrońców Warszawy, czczono bolszewików atakujących nasz kraj w roku 1920.
Często w polskiej przestrzeni publicznej, zwłaszcza w mediach neoliberalnych spotykam się z określeniem, żebyśmy nie wracali do historii, zostawili nauczanie historii, a nawet zarzucili podręczniki do przekazywania prawdziwej polskiej narracji historycznej.
Jeśli natomiast chodzi o imperium rosyjskie i Niemcy, a więc naszych sąsiadów, ale też inne narody, jak na przykład Żydów, to wszystkie te państwa przywiązują ogromną wagę do historii, ponieważ z historii wynikają konsekwencje dla dnia dzisiejszego i dla jutra. Jeżeli chodzi o Rosję, która cały czas usilnie rewiduje i zafałszowuje historię II wojny światowej, to Moskwa ma po prostu plany odbudowy imperium. Wszelkimi winami za II wojnę światową próbuje obciążać swoich sąsiadów, na przykład na Polskę.
Prawda historyczna jest jednak taka, że jeńcami bolszewickimi biedne przecież i dopiero co odrodzone państwo polskie, opiekowano się bardziej niż zajmowała się nimi Rosja, gdzie aresztowano i rozstrzeliwano tych, którzy się poddali bądź dostali do niewoli. Niestety panujące choroby i zarazy w trakcie I wojny światowej, od Hiszpanii i Portugalii przez Francję i Niemcy dotykały wszystkich. Wielu żołnierzy wtedy z tego powodu zmarło, w tym również jeńcy bolszewiccy w obozach internowania. Nie działo się to jednak dlatego, że Polska robiła to celowo. To jest jasne i oczywiste, ale Putin próbuje temu zaprzeczyć i w ten sposób próbuje usprawiedliwiać bestialski mord ludobójstwa na polskich oficerach, księżach i intelektualistach w Katyniu i innych obozach i próbuje to zestawić z wydarzeniami z roku 1920. To jest absolutne fałszowanie historii i społeczeństwo polskie powinno przeciwstawiać się temu z całą mocą na arenie międzynarodowej. Podobnie zresztą dzieje się i u naszego zachodniego sąsiada, który wypiera się odpowiedzialności Niemiec i próbując zrzucać winę na jakichś mitycznych Nazistów. Temu także musimy się przeciwstawiać. Warto też przypomnieć, że podczas rządów Platformy Obywatelskiej ograniczano lekcje historii, co my przywróciliśmy. Obecnie mamy pełny wymiar nauczania tego przedmiotu w szkołach, a co więcej wprowadziliśmy podręcznik „Polska i teraźniejszość”, który przypomina prawdę o tamtych czasach.
MP: Mając na uwadze te historyczne zaszłości Rosji, to kiedy się patrzy na decyzje Putina i sposób, w jaki on je uzasadnia, to trudno oprzeć się wrażeniu, że czerpie on wprost z carycy Katarzyny II i Stalina.
AC: Pomysł imperialny Rosji jest taki, że wszystko – mówiąc żargonem – można wrzucić do jednego wora, a więc i carycę Katarzynę II i Stalina. Były też oczywiście wspólne ich elementy, jak imperializm czy podbój sąsiadów i wojny zaborcze, ale też były i dramatyczne różnice. Jeśli chodzi o Stalina to w dziejach świata była to postać skrajnie ludobójcza, nawet w porównaniu z Hitlerem. Stalin dopuszczał się ludobójstwa nawet wobec własnego społeczeństwa i ludów należących do Rosji. Wybielanie tych postaci historycznych w oczywisty sposób ma na celu usprawiedliwienie dzisiejszej polityki rosyjskiej i dokonywanych przez Moskwę zbrodni. Mówi się, że Rosja zawsze była imperium, więc też – w tej narracji – musi też być w przyszłości. Oczywiście Polska stoi na drodze tej polityce i między innymi dlatego zginął Lech Kaczyński.
MP: Pierwszym dziennikarzem, który mocno postawił sprawę Smoleńska i podważył ustalenia komisji Laska i Millera, powołanej przez rząd PO-PSL pod dyktando Moskwy, był dziennikarz śledczy Cezary Gmyz, który ujawnił informacje o obecności trotylu na wraku Tupolewa, za co stracił pracę w Rzeczpospolitej. Teraz ten tytuł przechodzi w ręce Sorosa. Jak można się do tego odnieść?
AC: Jeśli chodzi o ten wymiar medialny, to jeden z konfliktów współczesnego świata dotyczy Polski. Ten konflikt toczy się także w przestrzeni własności medialnej. To bez wątpienia jest niekorzystne, żeby polskie tytuły medialne nie były w polskich rękach. I patrząc na to z drugiej strony, niezwykle korzystne jest to, aby tytuły medialne były w polskich rękach. Tak robią Francuzi i Niemcy. Nie do pomyślenia jest to także w Stanach Zjednoczonych, aby przytłaczająca większość portali internetowych czy różnych innych mediów należała do przedsiębiorców z obcych krajów. To jest oczywiste, ale jak widać nie do końca dla polskiej lewicy, liberałów, czy polityków Platformy Obywatelskiej. No ale cóż… najwidoczniej po prostu nie rozumieją oni rzeczywistości.
W tym właśnie kontekście należy rozpatrywać utratę pracy przez Pana redaktora Cezarego Gmyza. Poza nim także wielu innych „nieprawomyślnych” dziennikarzy straciło pracę. Dzisiaj mamy nieco równowagi w tym względzie, gdyż media narodowe takiej jak Telewizja Polska czy chociażby Fronda.pl mogą się przeciwstawiać tej kłamliwej narracji większości mediów liberalnych. Ogromnie ważne jest, aby większość mediów w Polsce była w polskich rękach, co jest szczególnie istotne dla spoistości państwa polskiego, a także dla odporności przed kłamliwą propagandą chociażby reżimu Putina. Jego narracja jest często pokazywana wprost lub nawet stosowane są przeklejki w najróżniejszych mediach. Obecnie mamy na przykład do czynienia z filmem „Zielona granica” pani Agnieszki Holland, który idealnie wpisuje się w rosyjską narrację i tamtejszą propagandę. Chwalenie tego typu działań przez komunistów, liberałów oraz inne siły przeciwne Polsce zapewne będzie się często miało miejsce i musimy zwracać na to baczną uwagę.
MP: Po katastrofie smoleńskiej rosyjskie służby cynicznie wykorzystywały słowa polityków oraz tzw. pożytecznych idiotów do uwiarygadniania się w oczach zachodniej opinii publicznej. Rosyjscy agenci dzwonili do różnych osób w USA i tłumaczyli im swoje „zaskoczenie” katastrofą smoleńską. Próbowali przekonywać o „rosyjskiej niewinności” wykorzystując teksty i wypowiedzi polskich polityków poczynając do premiera, którym wtedy był Donald Tusk.
Prof. Sławomir Cenckiewicz w ten ostatniej części „Resetu” mówi tak: „Gdyby te miarodajne czynniki polskie z premierem na czele chciały o tym wiedzieć, to kierowane były do nich notatki na ten temat”.
AC: Byli więc na szczęście nawet za czasów rządów PO-PSL oficerowie służb specjalnych i urzędnicy w Polsce, którzy uczciwie raportowali swoim przełożonym o tego typu zdarzeniach. Proszę zwrócić uwagę, że świat ogólnie przyjmuje za oczywisty fakt, jak na przykład atak i morderstwo Litwinienki w Londynie, czy też atak na prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenkę, który ledwie uszedł z życiem zaatakowany jakąś trującą substancją. Takie wydarzenia świat uznaje za oczywiste. Kolejnymi przykładami są atak na Prigożyna czy zabójstwa różnych oligarchów w Rosji. Nawet Radosław Sikorski stwierdził kiedyś, że Rosja jest reżimem, który „morduje detalicznie”. Czym w takim razie byli przekonnywani albo zastraszeni politycy polscy, którzy tak uparcie nie dopuszczali myśli o udziale Federacji Rosyjskiej bądź służb Federacji Rosyjskiej w ataku na prezydenta Lecha Kaczyńskiego i lansowali tezę o winie pilotów sformowaną jeszcze przed powołaniem komisji i badaniami przyczyn katastrofy w Smoleńsku? To jest bardzo zastanawiające i być może historia kiedyś nam to wyjaśni.
MP: W najnowszym numerze „Gazety Polskiej” redaktor Piotr Nisztor pisze o tym, że „Bogdan Klich, będąc ministrem obrony narodowej, zgodził się na prywatyzację spółki zarządzającej osiedlami wojskowymi w całym kraju, a także infrastrukturą krytyczną dostarczającą tam ciepło i wodę. Firmę wraz z danymi wojskowych, w tym żołnierzy jednostek specjalnych, kontrwywiadu i wywiadu wojskowego, przejęło litewskie przedsiębiorstwo, które główne interesy robiło w Rosji. Nie tylko posiadało szereg spółek w Sankt Petersburgu, ale jego strategicznym partnerem był Sbierbank, największy bank Rosji, kontrolowany przez Kreml”.
Czy w związku z tym oraz biorąc pod uwagę likwidację polskich jednostek wojskowych na wschód od Wisły, można powiedzieć czy też przypuszczać, że mogło to być kolejne tworzenie list proskrypcyjnych i po „pełnym resecie” planowany był przez Rosję kolejny Katyń i kolejna likwidacja polskich elit wojskowych, ale też innych?
AC: Jeśli chodzi o jednostki wojskowe, to ograniczenie ich ilości, ale też wyprzedaż ich majątku i nawet lotnisk, dopuszczenie firm prywatnych do zarządzania tym majątkiem, to spustoszenia, które zostały dokonane w czasach, kiedy szefom MON był pan Bogdan Klich były wprost złamaniem polskiej Konstytucji. Jest bowiem obowiązek obrony całego terytorium Polski, a nie tylko jego części. Uparte niszczenie składów magazynów, wyprzedaż obiektów wojskowych nie tylko narażało na infiltrację przez obce służby, ale w moim przekonaniu była to też niezgodne z Konstytucją, ponieważ obowiązkiem każdego rządu jest obrona całego terytorium Polski. Ogołocenie wschodniej polski z jednostek wojskowych, ograniczanie liczebności i likwidacja oddziałów Straży Granicznej – jak na przykład podkarpackiego – narażała obywateli na straty, a państwo polskie na ogromne niebezpieczeństwo i to co Pan redaktor przytoczył jest kolejnym przykładem albo jakiegoś skrajnego nieprofesjonalizmu i infantylizmu albo mogło nawet być podyktowane czymś gorszym i może to być zadanie dla osób, które tego typu sprawy badają.
MP: Uprzejmie dziękuję Panu Posłowi za rozmowę.
