Problem z dzikimi lokatorami

Jak się dowiadujemy, Kamil Dudkowski nie dość, że został aresztowany za próbę wejścia do własnego domu, to jeszcze może trafić na cztery tygodnie na przymusową obserwację sądowo-psychiatryczną do aresztu śledczego, a powodem takiego orzeczenia jest… zgrubienie na jego stopie. Taki scenariusz przywodzi na myśl kremlowskie opowieści o tamtejszych metodach „wynajdywania” chorób psychicznych u obywateli myślących inaczej, niż chciałaby tego władza.

Właściciel nieruchomości poinformował Dudkowskiego o kłopotach z dzikimi lokatorami, których nie mógł się dotychczas pozbyć z posesji. Mężczyzna był bardzo zainteresowany wynajmem domu, więc taki obrót spraw go nie przeraził.

– Niechciani mieszkańcy od dawna nie uiszczają opłat, zasłaniając się stosami dokumentów i nieprawomocnych wyroków. Kamil Dudkowski uznał jednak, że poradzi sobie z tym problemem i podpisał nawet ugodę z lokatorami, którzy wydali mu klucze do domu. Ci jednak nie dotrzymali swoich zobowiązań – dowiadujemy się z artykułu.

Dudkowski posiada umowę najmu oraz wpis użytkowania w księdze wieczystej, a mimo to został oskarżony „o zakłócenie miru domowego, utrudnianie dostępu do lokalu, stalking oraz niszczenie mienia (rozwiercenie zamków, które zostały zmienione po tym, gdy dostał klucze do posesji)”. W efekcie tych zarzutów poszkodowanymi w sprawie stali się bezprawni lokatorzy, którzy są prawdziwą zmorą dla właściciela nieruchomości. Natomiast prawo lokatorskie zamiast chronić Dudkowskiego… wybrało się najwidoczniej na dłuższe wakacje.

To jednak nie koniec sprawy

Otóż Prokuratura Rejonowa w Nowym Sączu „skierowała Kamila Dudkowskiego na badanie przez biegłych sądowych”. Ci po badaniu trwającym kilka minut stwierdzili, że według nich może zachodzić podejrzenie, że legalny najemca jest nie do końca w pełni władz umysłowych. Powód? Zgrubienie na nerwie prawej stopy (podejrzenie choroby Mortona), powstałe w wyniku częstego chodzenia, które – jak nie trudno się domyślić nawet laikowi – podlega pod leczenie chirurgiczne, a nie psychiatryczne.

Psychiatrzy uznali ponadto, że „podczas badania mężczyzna miał »podwyższony nastrój«”. W tej sytuacji, przygotowujący się dopiero do zawodu prokuratora, asesor zawnioskował „o skierowanie mężczyzny na przymusową obserwację sądowo-psychiatryczną do Aresztu Śledczego na Montelupich w Krakowie”. Ta kuriozalna pomyłka – i oby tak było – sprawiła, że Kamil Dudkowski może trafić na prawie miesiąc do jednego miejsca z przestępcami i osobami naprawdę chorymi psychicznie. Właściwą decyzją Prokuratury w takiej sytuacji byłoby oczywiście skierowanie już oskarżonego Dudkowskiego na profesjonalne badania jego stanu psychicznego, o ile w ogóle takie badanie jest konieczne.

Następnie Sąd Rejonowy w Nowym Sączu przychylił się do wniosku Prokuratury co do skierowania Kamila Dudkowskiego na oddział psychiatryczny. Oskarżony złożył jednak zażalenie na takie postanowienie sądu. Obecnie mężczyzna czeka na wyrok sądu drugiej instancji, a rozprawa odbędzie się już we wtorek 30 stycznia.

– W międzyczasie mężczyzna postanowił działać w swojej obronie. Wysłał pisma m.in. do Rzecznika Praw Obywatelskich Marcina Wiącka, Centrum Interwencji Prawnej Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris czy Fundacji Court Watch Polska. Jego sprawą zainteresował się już poseł z okręgu obejmującego Nowy Sącz – Ryszard Wilk z Konfederacji (Nowa Nadzieja) – podaje portal dorzeczy.pl.

– Oskarżony Kamil Dudkowski zgłosił się do mnie, jako że jestem posłem z jego okręgu (Nowy Sącz). Jako strona społeczna poszedłem do Prokuratury Rejonowej, aby sprawdzić, dlaczego chcą go umieścić w zakładzie psychiatrycznym w areszcie śledczym w Krakowie. Niestety nie wydano mi akt, ponieważ trafiły już do Prokuratury Okręgowej. Sam zainteresowany pokazał mi dokumentację, z której wynika, że został skierowany na badania psychiatryczne, ponieważ... ma chorobę stopy, a nie głowy. Na bardzo krótkim, 5-minutowym badaniu biegli psychiatrzy stwierdzili, że nie są w stanie określić, czy oskarżony jest zdrowy, czy chory. Dlatego Prokuratura, bazując na opinii biegłych, zawnioskowała o umieszczenie go na 4 tygodnie na obserwację sądowo-psychiatryczną – przekazał Wilk.

Jak dalej mówi polityk, sprawa ta wygląda kuriozalne, bo „na podstawie choroby nogi i stwierdzenia, że jest »energiczny«, próbuje się pozbawiać człowieka wolności, i to aż na 4 tygodnie".

– To brutalne środki i po prostu przesada. Można byłoby go wysłać na dodatkowe badania, jakąś rozmowę, a nie zamykać w psychiatryku – dodaje poseł.

W tej sprawie redakcja „Do Rzeczy” wysłała w trybie prasowym pytania do kilku organów w Nowym Sączu. Dziennikarze portalu zostali jednomyślnie skierowani przez Komendę Miejską Policji, Sąd Rejonowy oraz Sąd Okręgowy, jak też Prokuraturę Okręgową do tamtejszej Prokuratury Rejonowej. Co ciekawe, jej rzecznik odmówił odpowiedzi na szczegółowe pytania w sprawie, „mając na uwadze dobro prowadzonego śledztwa”.

– Dowiedzieliśmy się jedynie, że „badanie zdrowia psychicznego podejrzanego (w toku postępowania przygotowawczego) może być połączone z obserwacją w zakładzie leczniczym – w razie zgłoszenia przez biegłych takiej konieczności, a nadto gdy zebrane dowody wskazują na duże prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa przez ustaloną osobę” – czytamy. Z odpowiedzi wynika również, że wniosek ten jest „implikowany treścią opinii dwóch biegłych lekarzy psychiatrów”.

Prawda, że cała ta sytuacja jak żywo przypomina sowiecką Rosję oraz „diagnozowanie” chorób psychicznych u przeciwników niezgadzających się z działaniami czerwonej władzy?

Jan Ptasznik