Jak zauważa ekspert, zakaz jest obchodzony, m.in. poprzez antydatowanie umów na okres sprzed 15 kwietnia.

Dalej Ardanowski stwierdza, że sytuacja na rynku rolnym w naszym kraju jest obecnie bardzo poważna. Chodzi o zboża, rzepak, mięso drobiowe oraz inne produkty rolne i surowce.

- A we wrześniu, prawdopodobnie uderzy w nas ze zdwojoną siłą – alarmuje Ardanowski.

W jego opinii polski rząd nadal nie przekonuje „twardych rozmów z Komisją Europejską”. Podobnie ma też wyglądać sytuacja z Ukrainą. Brak odpowiednich działań – stwierdza – może spowodować „uderzenie rolnictwa ukraińskiego”, które może doprowadzić do „zniszczenia naszego”.

Ardanowski stwierdza, że głównym winowajcą w tej sytuacji jest Komisja Europejska, która „zniosła cła i kontyngenty dostępu, czyli określanie, ile produktów z Ukrainy może wpłynąć, aby nie zdestabilizować rynku”.

- KE nabroiła, a teraz przerzuca problem na kraje członkowskie. Umywa ręce w geście Piłata, bo oczywiście przekazuje jakieś symboliczne rekompensaty, ale one w żaden sposób nie rozwiązują sytuacji – stwierdza polityk.

Zostaliśmy z problemem sami. Komisja Europejska kilka tygodni temu stwierdziła, że nie zamierza pomagać krajom członkowskim w eksporcie zboża dalej w świat – do Afryki Północnej, na Bliski Wschód i tam, gdzie będzie ono niezbędne, również w krajach Europy Południowej. A to zboże jest potrzebne tam, ale nie u nas!” – wyjaśnia Ardanowski.

Ekspert zwraca też uwagę, że Polska nie posiada możliwości technicznych i logistycznych wywiezienia tak ogromnej ilości produktów za granicę.

- Dodatkowo, sytuację pogarsza Rosja, która zamierza wypowiedzieć umowę dotyczącą eksportu przez Morze Czarne i deltę Dunaju. Uchylenie zakazu, połączone z napływem płodów rolnych, przerzuconych ze szlaku morskiego, może doprowadzić do trwałej destabilizacji polskiego rynku – czytamy na portalu pch24.pl.

Prezydencki doradca apeluje do polskich władz, aby poza „ratowaniem rolników różnymi dotacjami” przeprowadziły także „twarde rozmowy z KE”.

- Ale i równie twarde rozmowy z Ukrainą - podkreśla.

- Mamy do tego moralne prawo. Udzieliliśmy ogromnej pomocy. Chyba nawet większej niż nas było stać (…). Mamy pełne moralne prawo aby z Ukraińcami twardo rozmawiać o naszych przyszłych relacjach handlowych, a w obszarze rolnictwa one będą najtrudniejsze – stwierdza Ardanowski.

- Być może należy wręcz zażądać od Kijowa, byśmy wspólnie zajmowali się przetwórstwem surowców ukraińskich i wysyłali je w świat. Nie do Polski, bo nam nie są do niczego potrzebne. Polska mogłaby być dużym hubem przetwórczym dla produktów ukraińskich. Również nasze inwestycje w przemysł rolno-przemysłowy mogłyby stanowić konstruktywną odpowiedź. Musimy prowadzić właściwe rozmowy na najwyższym poziomie – podpowiada ekspert, dodając że należy twardo zabiegać o własne interesy.