Fronda.pl: Pracował pan przed laty w Katarze prowadząc czołowy zespół klubowy tego kraju Al Rayyan. Jakie wspomina pan tamtejszą rzeczywistość i jak ocenia pan wzbudzającą na całym świecie ogromne kontrowersje decyzję przyznania organizacji piłkarskich mistrzostw świata krajowi, który nie tylko sam nigdy nie zakwalifikował się do mundialu, ale ponadto dość oszczędnie gospodaruje poszanowaniem dla praw człowieka, by na eufemizmie poprzestać?
Antoni Piechniczek (były selekcjoner reprezentacji Polski, z którą wywalczył brązowy medal na mistrzostwach świata w 1982 roku): To jest tak, że jeśli byłem tam kiedyś zatrudniony i wywiozłem stamtąd jak najlepsze wspomnienia to nie chciałbym teraz pluć na Katarczyków i dolewać oliwy do ognia. A jednak oczywiście muszę przyznać, że jak byliśmy tam z małżonką to zwróciliśmy uwagę na fakt, że sporo robotników przyjeżdżało pracować do Kataru ze Sri Lanki, Indii czy innych krajów azjatyckich i byli oni tam traktowani najdelikatniej rzecz ujmując - bardzo surowo. Funkcjonowali w tym kraju bez jakiegokolwiek komfortu życia, bez normalnych warunków do wypoczynku. Krótko mówiąc wczuwaliśmy się w ich trudne położenie i byliśmy sposobem traktowania ich przez katarskich pracodawców bardzo zdegustowani, nie mieliśmy jednak na tę sytuację jakiegokolwiek wpływu. Mogliśmy co najwyżej zabrać stamtąd swoje rzeczy i wracać do domu.
Natomiast drugą kwestią, którą niewątpliwie przy okazji mundialu w Katarze należy poruszyć jest fakt, że FIFA zwyczajnie przehandlowała te mistrzostwa świata. Ludzie związani z piłką nożną o bardzo znanych nazwiskach, takich jak Sepp Blatter, ale również Franz Beckenbauer, Zinedine Zidane i wiele innych byłych sław piłkarskich zostało mówiąc kolokwialnie umoczonych w lobbowanie na rzecz kandydatury tego kraju jako organizatora mistrzostw świata w piłce nożnej. Zobaczymy już niebawem jak to wszystko ostatecznie będzie wyglądało na turnieju w Katarze, natomiast nic nie cofnie już przeszłości i nie odwróci faktu, że wiele osób zginęło w wypadkach podczas przygotowań do organizacji tych mistrzostw i nigdy nie dane im było powrócić do swoich rodzin oraz swoich krajów. Brało się to wszystko niewątpliwie z niełatwego klimatu oraz ciężkich warunków pracy, połączonych z brakiem należytego wypoczynku oraz odpowiedniego odżywiania.
Czyli te kwestie wyraźnie rzucały się w oczy już wówczas, kiedy 25 lat temu pracował pan w Katarze jako szkoleniowiec?
Tak, zdecydowanie rzucało się to w oczy. Wie pan, jeśli w trakcie naprawdę niesamowitego upału wszyscy jeżdżą w tym kraju klimatyzowanymi samochodami, a wspomniani robotnicy są ciągnięci w swego rodzaju tramwajach czy też wozach drabiniastych bez szyb, bez jakiegokolwiek cienia podmuchu powietrza czy klimatyzacji, to o czym tu jeszcze mówić? Permanentne funkcjonowanie zarówno podczas czasu pracy, jak i czasu poza nim w temperaturze oscylującej w granicach 45-50 stopni musiało w konsekwencji przynosić tragiczne rezultaty.
Ewidentne naruszenia praw człowieka przy budowie obiektów na mundial w Katarze, gigantyczne ceny dla europejskich kibiców, a nawet opłacanie kibiców z całego świata, by przejeżdżali do tego kraju i tworzyli „atmosferę” na mistrzostwach, to tylko wybrane problemy wokół rozpoczynającej się w niedzielę imprezy. Czy ze święta futbolu FIFA nie uczyniła święta pieniądza? A z drugiej strony czy naprawdę aż tak powinien oburzać nas fakt organizacji mistrzostw przez Katar, podczas gdy 4 lata temu mundial odbywał się w putinowskiej Rosji, a kilkanaście lat temu mieliśmy igrzyska olimpijskie w Pekinie?
Oczywiście ma pan rację, z jednej strony trzeba bowiem potrafić wczuć się w położenie ludzi wykorzystywanych w Katarze, z drugiej jednak strony jest z tym wszystkim troszkę tak, jak kiedyś ze słynnym bojkotem przez kraje bloku sowieckiego igrzysk olimpijskich w Los Angeles w 1984 roku. Przez co wielu wybitnym sportowcom, również polskim, którzy przeżywali wówczas szczyt swojej kariery sportowej, nie dane było z przyczyn czysto politycznych zawalczyć o olimpijskie medale w Stanach Zjednoczonych. Polityka w przeszłości niejednokrotnie wykorzystywała sport do swoich celów i brutalnie stawała na jego drodze. Pozostaje pytanie, co w związku z tym mają zrobić w tego typu sytuacjach ludzie sportu? Czy mają poddać się temu dyktatorowi polityki i zawiesić swoją sportową aktywność? Czy my, jako kibice mamy teraz na znak protestu wyłączyć telewizory i nie oglądać meczów polskiej reprezentacji na mundialu w Katarze? Miałoby to nieco podobny sens do postulatu zgłoszonego niedawno przez jedną z feministek, która na znak protestu przeciwko polityce prowadzonej przez Jarosława Kaczyńskiego zaapelowała do polskich kobiet o zaprzestanie rodzenia dzieci - na złość prezesowi PiS. Przecież to szczyt głupoty, który do niczego sensownego nie prowadzi.
Tegoroczny mundial po raz pierwszy w dziejach futbolu odbędzie się bardzo późną jesienią i zimą, w trakcie sezonu. Jak to się przełoży na dyspozycję zawodników i czy mistrzostwa te będą pod tym względem zupełnie inne od wszystkich pozostałych?
Rzeczywiście mogą być one inne pod względem piłkarskim niż poprzednie mundiale. Nie zapominajmy jednak również o tym, że praktycznie cała Europa w tym okresie, w którym rozegrane zostaną tegoroczne mistrzostwa świata normalnie przecież gra w piłkę w rozgrywkach ligowych. Okres drugiej połowy listopada do pierwszej połowy grudnia jest zwyczajnie czasem wytężonych rozgrywek krajowych. A dyspozycja poszczególnych piłkarzy niemieckich, hiszpańskich czy polskich zostanie po prostu przeniesiona na turniej mistrzostw świata. Zdecydowanie większą zagadką pozostaje natomiast to, w jakiej dyspozycji zawodnicy ci znajdować się będą już po turnieju mundialowym, gdy zamiast zimowego miesięcznego wypoczynku w ligach zachodnich, niemal z marszu już w styczniu będą zmuszeni do powrotu do gry na najwyższym poziomie. Natomiast o dyspozycję więc na samym turnieju oraz jego poziom absolutnie bym się nie obawiał.
W przestrzeni medialnej pojawiła się kilkadziesiąt godzin temu szokująca informacja, że Katarczycy mieli przekupić za kwotę 7,4 mln dolarów ośmiu reprezentantów Ekwadoru, w zamian za to, by ci odpuścili mecz otwarcia pozwalając wygrać gospodarzom imprezy 1:0. Informację natychmiast zdementowano i nazwano fake newsem, a źródło zdezawuowano jako niewiarygodne. Abstrahując od tej konkretnej sytuacji czy uważa pan, że możliwe jest w ogóle kupienie meczu na poziomie mistrzostw świata?
Oczywiście nie powinno to mieć miejsca. A jednak, jeśli ktoś taką informację publicznie wypuszcza to można mieć przypuszczenia że coś jednak jest na rzeczy i że coś tu w tej trawie piszczy. Z drugiej strony warto mieć na uwadze, że w naszej przestrzeni medialnej pojawiają się bardzo często ogromne ilości przekłamań, manipulacji i zwyczajnych fake newsów. I teraz ten Katar po tego typu ciężkich oskarżeniach, nawet jeśli byłby najświętszy - to co on tak na dobrą sprawę ma zrobić w tej sytuacji, żeby udowodnić, że nie jest wielbłądem i że nie skorumpował piłkarzy drużyny przeciwnej z reprezentacji Ekwadoru?
Jasna sprawa, że Katarczycy jako organizatorzy mundialu, w którym zagrają po raz pierwszy w swojej historii, marzą o tym, by zwyciężyć dla swych kibiców w meczu otwarcia. Mogę tylko powiedzieć z własnego doświadczenia pracy w lidze katarskiej, że w zespole, który wówczas prowadziłem nigdy nie dostrzegłem żadnych elementów korupcyjnych. Widziałem tam za to niesłychane wręcz zaangażowanie i poświęcenie zawodników dla futbolu. Pamiętam, że miałem wówczas w zespole kapitana drużyny, który notorycznie spóźniał się na treningi. Wziąłem go więc na rozmowę i zwróciłem mu uwagę, że powinien świecić przykładem dla innych zawodników, a nie spóźniać się notorycznie na treningi. On wtedy mi wytłumaczył, że wstaje codziennie o 5:00 rano. Od 7:00 zaczyna pracę jako oficer katarskiego wojska, wraca wieczorem i gdy się zdrzemnie choć chwilę, żeby się zregenerować to rodzina widząc jego zmęczenie nie ma nawet odwagi, by go zbudzić na wieczorny trening. I tak sobie wówczas pomyślałem, ilu z naszych polskich ligowych piłkarzy byłoby stać na tego rodzaju poświęcenie i codzienne godzenie ze sobą pracy zawodowej i uprawiania piłki nożnej?
Prowadzona przez pana reprezentacja Polski dostarczyła nam wszystkim niezapomnianych chwil osiągając gigantyczny sukces podczas hiszpańskiego mundialu 1982 roku w postaci brązowego medalu. Jak pan ocenia z perspektywy upływu 40 lat od tamtych mistrzostw, jakie elementy były decydujące o osiągnięciu końcowego sukcesu tamtej kadry?
Wydaje mi się, że złożyło się na to naprawdę wiele czynników. Przede wszystkim bardzo staranne przygotowanie. Bazowałem tu na swoim doświadczeniu jako trenera ligowego i wychodziłem z założenia, że wszystko można poprawić, zarówno sprawność fizyczną moich zawodników, ich przygotowanie techniczne czy taktyczne, a nawet to, czego nauczyć najtrudniej, czyli element myślenia podczas gry. Poza tym w związku z trwającym wówczas stanem wojennym w naszej ojczyźnie bardzo istotną kwestią było nasze pragnienie jako reprezentacji Polski podarowania rodakom po prostu radości z naszych występów i sukcesów. Chcieliśmy bardzo, by polskie rodziny mogły się w tym trudnym czasie po prostu ucieszyć z naszego sukcesu.
Kolejnym bardzo istotnym elementem, który miał ogromny wpływ na to, że udało nam się zajść podczas hiszpańskiego mundialu tak daleko był ten element, którego moim zdaniem niestety brakuje nieco obecnej polskiej kadrze. Mówię tu o polskości i takim zwyczajnym polskim patriotyzmie. Dzisiejsi kadrowicze nawet jeśli grają dla polskiej reprezentacji ważny mecz na Stadionie Narodowym to przecież już po kilku godzinach lądują w obcych krajach, w których grają na co dzień w lidze i zostawiają całą tę naszą polską rzeczywistość po prostu za sobą. Zanurzają się na nowo rozgrywki ligowe kraju, w którym grają i nie odczuwają już całej tej atmosfery, jaka zostaje w Polsce po występie naszej narodowej reprezentacji. Nie żyją tym i nie chłoną tego.
Poza tym nasi czołowi reprezentanci to po prostu europejczycy czy światowcy i nie żyją na co dzień tymi sprawami, którymi żyją każdego dnia zwykli Polacy mieszkający w kraju. Nie żyją tymi wydarzeniami, które mają miejsce w Polsce, nie żyją tą atmosferą, nawet tymi kłótniami politycznymi, są od tego po prostu daleko i nie czują tego. Są jak gdyby obok tego wszystkiego, więc w konsekwencji ten element utożsamiania się oraz zaangażowania musi siłą rzeczy być niższy. Natomiast reprezentanci Polski, których prowadziłem podczas mundialu w Hiszpanii to byli dla odmiany chłopcy, którzy całą tą naszą polską rzeczywistością żyli, bo przeżywali ją każdego dnia wraz z rodakami i kibicami, zwykłymi Polakami po prostu. Jak wszyscy Polacy przeżywali oni wówczas i doświadczali stanu wojennego, czołgów na ulicach, było wówczas w narodzie jakieś niezwykłe zjednoczenie. Tamci piłkarze żyli Polską po prostu i byli polskimi patriotami nazywając rzecz po imieniu. A dzisiejsza reprezentacja to już po prostu trochę inny świat, trochę inni ludzie, nie oszukujmy się. Pamiętamy przecież jeden z eliminacyjnych meczów naszej reprezentacji prowadzonej przez Paulo Sousę, gdy kluczowy piłkarz polskiej kadry usiadł na ławce rezerwowych, bo w perspektywie czekał go ważny mecz ligowy w silnych zachodnich rozgrywkach. Polacy wówczas swoje spotkanie przegrali, a zawodnik ten, zamiast pomóc swej reprezentacji, nie zagrał ani minuty.
A jak pan ocenia szanse polskiej reprezentacji na wyjście z grupy na katarskim mundialu? Trudno oprzeć się wrażeniu, że decydujące znaczenie będzie tu miał wtorkowy mecz z Meksykiem. Z Meksykiem, który choć najlepsze lata wydaje się mieć już za sobą to jednak nie przegrał z Polską meczu od 44 lat. A i Biało-Czerwoni w całych dziejach polskiego futbolu tylko raz wygrali swój pierwszy mecz na mundialu i było to w 1974 roku…
Rachunek jest tutaj bardzo prosty - nie można przegrać pierwszego meczu. Gdyby udało się polskiej reprezentacji pokonać Meksyk, a później, w drugim meczu również Arabię Saudyjską to wyjście z grupy jest niemal przesądzone. Natomiast w przypadku remisu Polski z Meksykiem wszystko będzie już zależało od dwóch następnych meczów, zarówno w wykonaniu naszej drużyny, jak i Meksykanów. Pamiętajmy, że ostatni mecz grupowy gramy z faworyzowaną Argentyną i nie wiemy jak ona podejdzie do tego spotkania w przypadku, gdyby wcześniej udało jej się zdobyć komplet punktów z pozostałymi rywalami. Mamy tu tysiące wariantów, a i tak wszystko rozstrzygnie boisko.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
