Fronda.pl: Finlandia przystępuje do NATO. Czy wywraca to do góry nogami architekturę bezpieczeństwa w naszym regionie? I czy Przesmyk suwalski nadal będzie kluczowym terenem z perspektywy bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO?
Andrzej Talaga (ekspert Warsaw Enterprise Institute, publicysta): Musimy troszkę się cofnąć w historię. Po upadku Związku Sowieckiego Finlandia i Szwecja zachowując oficjalnie neutralność nawiązały bardzo ścisłą współpracę wojskową z NATO. Oba te kraje koordynowały z Sojuszem Północnoatlantyckim wysiłki i plany zbrojeniowe, przeprowadzano także wspólne ćwiczenia wojskowe. Szwecja i Finlandia są więc przygotowane do członkostwa w NATO i nie muszą już wykonywać całej tej ogromnej pracy, którą wykonywała w przeszłości choćby Polska czy inne kraje byłego bloku sowieckiego, chcąc przystąpić do NATO. Zarówno Finlandia, jak i Szwecja strukturalnie, sprzętowo, mentalnie, czy też jeśli chodzi o sposób działania, szkolenia sił zbrojnych lub prac sztabowych - na dobrą sprawę były już w NATO. Obecnie mamy do czynienia z formalnym, przysłowiowym postawieniem kropki nad „i” w procesie integracji. Jako formalni członkowie NATO (najpierw Finlandia, a za jakiś czas także Szwecja), oba te państwa będą mogły w pełni przyjmować siły Sojuszu, czego nie mogły robić wcześniej. Struktury Paktu będą funkcjonować na ich terytorium, co zmienia sytuację strategiczną w Europie Północnej, w regionie Morza Bałtyckiego i Oceanu Arktycznego. Instalacje NATO-wskie, również te szpiegowskie, będą teraz ulokowane naprawdę bardzo blisko jednego z dwóch głównych rosyjskich centrów miejskich, czyli Sankt Petersburga, a także atomowej bazy okrętów podwodnych w Karelii, w Polarnyj pod Murmańskiem. W związku z tym dla Rosji to sytuacja niewątpliwie niekorzystna, a dla NATO bardzo korzystna. Morze Bałtyckie będzie teraz praktycznie zamknięte dla floty rosyjskiej. Rozmieszczenie rakietowych systemów anty-okrętowych - w Estonii i Finlandii sprawi, że nie będzie ona mogła wyjść w morze w razie konfliktu zbrojnego, co radykalnie zwiększa bezpieczeństwo wybrzeża polskiego i powstrzymuje możliwość rażenia przez Rosję różnych celów od strony Bałtyku. To bardzo istotna zmiana sytuacji strategicznej w północno-wschodniej części Europy.
Rosja zyskuje też nagle bardzo długa granicę lądową z państwem NATO. Czy Rosja może w ogóle wzmocnić obronę tej granicy tak, by nie osłabić jednak swych zdolności na innych ważnych kierunkach?
Rosja i wcześniej nie miała złudzeń co do stanowiska Szwecji i Finlandii w razie potencjalnego konfliktu zbrojnego. Była więc przygotowana na uderzenie na tym kierunku, bo przecież nikt nie traktowałby obu tych państw jako neutralnych w wypadku wojny na pełną skalę. Było to oczywiste dla obu stron, tak więc zbyt wiele się nie zmienia. Zmienia się natomiast to, że można sobie wyobrazić umieszczenie NATO-wskich rakietowych systemów rażenia na terytorium Finlandii i wówczas już czas na reakcję rosyjskiej obrony powietrznej będzie znacznie krótszy, niż gdyby rakiety te startowały np. z terytorium Polski lub Norwegii. Rosja traci bowiem przestrzeń, bufor bezpieczeństwa, który dawał jej czas na reakcje. To tym bardziej ważne, że wojna na Ukrainie pokazała, iż rosyjskie systemy obrony powietrznej nie są w pełni sprawne. NATO zyskuje tu bardzo wiele. A czy będzie jakaś reakcja Rosji na rozszerzenie Sojuszu Północnoatlantyckiego? Nie bardzo, bo Moskwa nie ma już wiele możliwości, by wykonać takie, realne ruchy. Bo właściwie co miałaby zrobić teraz Rosja? Rozmieścić w Karelii broń nuklearną? Przecież ona i tak już tam jest. Rosja musiałaby wykonać jakieś posunięcie, który byłby wyjściem z okrążenia floty bałtyckiej, ale co miałoby to być? Zaatakowanie należącej do Szwecji - Gotlandii? Tylko, że ona będzie już teraz broniona przez NATO. Przecież Szwecja też prędzej czy później też stanie się formalnie członkiem Paktu Północnoatlantyckiego. Rosja została więc zamknięta na Morzu Bałtyckim i tak naprawdę nie ma żadnej możliwości, skutecznej reakcji na rozszerzenie NATO, pozostaje jej propaganda.
Czy na terenie Finlandii stacjonują już obecnie jakiekolwiek jednostki NATO?
Nie, ale w ramach ćwiczeń NATO przebywały one na tym terytorium. Natomiast infrastrukturalnie Finlandia była już przygotowana na przerzucanie wojsk Paktu, gdyby zaszła taka potrzeba.
A jak wyglądałaby pomoc NATO dla Finlandii, gdyby została ona zaatakowana?
Finlandia, jako członek Sojuszu niewątpliwie będzie miała tzw. plany ewentualnościowe. To one dopiero zdefiniują, w jaki sposób pomoc NATO-wska do Finlandii by nadeszła w przypadku rosyjskiego ataku. Ale plany te będą tajne, więc nie dowiemy się dokładnie, jak to będzie wyglądało. Tak samo zresztą, jak są one utajnione w odniesieniu do Polski czy państw bałtyckich. Natomiast odwróciłbym trochę optykę i zastanowił się nad tym, nie co Finlandia zyska dzięki NATO, ale co NATO zyska dzięki Finlandii. Oprócz przestrzeni strategicznej bardzo ważnym elementem jest też sama armia fińska. Po upadku ZSRS kraj ten nie dokonał bowiem rozbrojenia, tak jak państwa zachodniej Europy. Dzięki temu Finlandia zachowała coś, co jest ewenementem w skali europejskiej - jeszcze tylko Szwecja to ma - czyli system mobilizacji społeczeństwa w wypadku konfliktu zbrojnego, tzw. obronę totalną. Fińska armia pierwotnie zwiększała się dzięki mobilizacji dziesięciokrotnie, a obecnie ośmiokrotnie. Wyobraźmy sobie analogicznie funkcjonującą polską armię, która obecnie liczy 150 tys. żołnierzy i w wypadku konfliktu zwiększa się dziesięciokrotnie, osiągając stan 1,5 mln żołnierzy pod bronią! Finlandia ma więc zdolności, broń, przeszkolone rezerwy. To atut nie do przecenienia. To zresztą by wystarczyło, żeby Finlandia obroniła się sama w wypadku potencjalnego konfliktu z Rosją, wspierana przez NATO działaniami wywiadowczymi, a także uderzeniami lotniczymi, rakietowymi, itp.
Czy mamy już do czynienia z tak wyraźną dominacją sił NATO w rejonie Morza Bałtyckiego, że można już uznać, iż Bałtyk stał się wewnętrznym akwenem Sojuszu?
To modne sformułowanie, ale w tym wypadku prawdziwe. Rzeczywiście tak jest. Flota bałtycka ma dwie bazy - w Bałtyjsku i Kronsztadzie. Bałtyjsk jest już de facto zamknięty, z jednej strony przez Polskę a z drugiej przez Litwę. Umieszczenie w tych dwóch krajach systemów przeciwrakietowych w zasadzie uniemożliwia flocie bałtyckiej wypłynięcie w morze. Finlandia teraz daje tę samą możliwość jeśli chodzi o Kronsztad. Z jednej więc strony systemy przeciwokrętowe w Finlandii, a z drugiej w Estonii - zamykają po prostu kronsztadzką bazę. A to oznacza, że w wypadku konfliktu flota rosyjska z żadnej z tych baz nie wypłynie. A jeśli to uczyni - zostanie zatopiona. To z kolei oznacza, że Bałtyk rzeczywiście staje się morzem NATO-wskim.
Czy w takim wypadku Rosja będzie jeszcze w ogóle potrzebować floty bałtyckiej? Jaki los spotka to zgrupowanie?
Rosja musi sama o tym zadecydować. Na pewno nie jest łatwo zlikwidować tak duży związek taktyczny, jak flota bałtycka. Pamiętajmy też o tym, że nawet gdyby Rosja doszła do konkluzji, że nie jest ona już potrzebna, jej okręty zostaną przesunięte po prostu gdzie indziej, choćby na Morze Czarne.
Czy w takim wypadku Polsce opłaca się jeszcze w ogóle inwestować w marynarkę? Czy lepiej polegać w tym zakresie na Sojuszu a środki przerzucić na inne kluczowe odcinki związane z obronnością?
To stary spór, co rozwijać, a czego nie. Najlepiej oczywiście wszystko rozwijać. Można też postawić kolejne pytanie - czy Polska powinna posiadać flotę oceaniczną? Choćby fregaty zdolne do działań na Atlantyku. Czy wystarczy nam flota obrony wybrzeża, przeznaczona do działań wyłącznie na Bałtyku? Istnieją tu różne opinie. Trzeba natomiast pamiętać, że Polska jest członkiem NATO i ma wobec Sojuszu konkretne zobowiązania. I czy z tych zobowiązań wynika np. posiadanie wspomnianych fregat, czy też nie, to też nie do końca wiemy, bo nie są to sprawy jawne. Wydaje się natomiast, że byłoby czymś bezrozumnym całkowite pozbawianie się floty, a koncentrowanie się wyłącznie na systemach obrony wybrzeża. Ponieważ, załóżmy hipotetycznie, że wybuchłaby wojna z Rosją i kraje takie, jak Estonia będą otrzymywały pomoc drogą lądową przez Przesmyk Suwalski, o ile nie zostanie ona zablokowana oraz drogą morską. Aby jednak ta druga mogła być udzielona, musi być osłaniana, na przykład przez wspomniane fregaty. Polska więc tego rodzaju zobowiązania, jako członek NATO też będzie miała, więc te okręty są nam mimo wszystko potrzebne, choćby właśnie w tym celu.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
