Mariusz Paszko, portal Fronda.pl: W ostatnim czasie Kancelaria Prezesa Rady Ministrów podała informację, że zostanie powołany pełnomocnik rządu ds. ekonomii społecznej. W reakcji na tę wiadomość internauci zaczęli pytać, czy pan premier Morawiecki ogłosił już casting na nowego Hilarego Minca. Jak można rozumieć takie działanie polskiego rządu?
Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha: Tak jak Hilary Minc nie miał nic wspólnego z ekonomią społeczną, tak powoływanie pełnomocnika rządu do spraw tejże ekonomii społecznej też nie ma.
Czy wobec takich planów rządu uprawnione są Pana zdaniem porównania z ustrojem „słusznie minionym”?
Nie ma w Polsce systemu wyborczego, w którym posłowie reprezentowaliby interesy społeczeństw głosujących na nich, a nie biurokracji partyjnej decydującej o przydziale miejsca na wyborczej liście. Partie zgodnie przeciwstawiają się wprowadzeniu wyborów do Sejmu w okręgach jednomandatowych. Od lat też nie prezentują swoich programów wyborczych, a zaledwie hasła i ich krótkie opisy. Wybory są plebiscytami popularności, w których oddający swój głos obywatel de facto podpisuje weksel in blanco. Po przejęciu władzy zwycięskie partie stają się partiami władzy samej dla siebie, które mając taki weksel, mogą diametralnie zmienić swoją politykę w trakcie kadencji. Rządząca partia mieniąca się lewicową wprowadziła podatek liniowy, a sprawująca władzę formalnie liberalna nie cofała się przed etatystycznymi rozwiązaniami.
Powołanie kolejnego stanowiska urzędniczego jest tylko marnowaniem pieniędzy podatników. Nie wpłynie to na poziom ekonomii społecznej, która jest realizowana w rodzinnych polskich firmach. Jeżeli polski rząd będzie nadal utrzymywał uprzywilejowanie międzynarodowych korporacji, to jaki sens ma tworzenie pełnomocnika rządu ds. ekonomii społecznej?
Z czego może wynikać niechęć do małych i średnich polskich przedsiębiorców?
Z nieznajomości źródła siły narodowej gospodarki, którym są mikro, małe i średnie firmy. Kolejne rządy skupiają się na kokietowaniu oraz nadawaniu przywilejów międzynarodowym korporacjom, których działalność w wymiarze korzyści społecznych, transferu technologii czy podatkowych jest problematyczna oraz dyskusyjna. Dzisiaj to polscy przedsiębiorcy w wielu wypadkach wręcz kolonizują kraje starej Unii Europejskiej i przejmują największych na jej terytorium konkurentów, a nie odwrotnie. Kolejne rządy nie są w stanie tego zrozumieć i traktują to w kategorii przepadku. W efekcie tkwią w epoce magicznego inwestora zagranicznego, który ma zapewnić Polsce rozwój.
PiS właściwie od zawsze uważany był za partię etatystyczną. Czy uważa Pan, że istniejące obecnie problemy należy rozwiązywać w drodze silnej ingerencji państwowej czy raczej należy iść bardzie w kierunku wolnego rynku?
Każda partia rządząca w Polsce była mniej lub bardziej etatystyczna. Brak w Konstytucji państwa ograniczeń dla rozszerzania władzy sprzyjał jej rozrostowi oraz zwiększaniu zakresu ingerencji w gospodarkę, a tym samym ograniczaniu wolności gospodarczej. Wszyscy dotychczas rządzący Polską dawali się przekonać biurokracji, że jest ona sprawniejsza i efektywniejsza, niż rynek i przedsiębiorcy. Partie sprawujące władzę różniły się tylko stopniem natężenia stosowanych polityk regulacyjnych i reglamentacyjnych. Odwróciły się one od historii i źródeł własnego największego „cudu gospodarczego” końca XX wieku na świecie, który miał miejsce w Polsce na przełomie lat 80 i 90. Ten „cud” polegał wyłącznie na przywróceniu wolności gospodarczej, z której użytek zrobili niezwykle zaradni polscy obywatele.
W Polsce w tym czasie, czyli spontanicznej przedsiębiorczości, nie tylko nie było powszechnego dostępu do kredytów, ale nie było też dostępu do stacjonarnych telefonów, a innych wówczas nie było. Nie było też takich dróg jak dziś znamy, czy też nie było tylu roczników wykształconych do pracy w biznesie, ale za to była wolność gospodarcza. Dziś mamy wszystko oprócz wolności gospodarczej, której ubywa z kolejnymi regulacjami produkowanymi każdego dnia.
Polacy najszybciej rozwijali swoje talenty i podnosili dobrobyt, kiedy istniał ład spontaniczny, który kolejne rządy zastąpiły biurokratycznym porządkiem. Rezygnacja z wolności i odwrócenie się od źródeł światowego jak by nie było sukcesu własnego społeczeństwa i państwa z nieodległej przecież historii, to porzucenie najprostszego i sprawdzonego sposobu na wyjście z biedy oraz powszechny dobrostan. Polityka powinna być oparta o wiedzę, a nie ignorancję i lenistwo umysłowe.
Czy to oznacza, że na modelu gospodarczym ferowanym w naszym kraju korzystają obecnie wyłącznie banki i korporacje?
Nie ma specjalnie przemyślanego modelu, tylko jest to efekt kumulacji nieustannie nadawanych przywilejów dla międzynarodowych korporacji oraz coraz większej reglamentacji aktywności społeczeństwa, którego sprawczą siłę kolejne rządy przestały dostrzegać. Kolejne rządy rozwijają politykę równościową i antydyskryminacyjną wobec kobiet, a jednocześnie prowadzą dyskryminację przedsiębiorców, w tym również przedsiębiorczych kobiet.
W jednym z ostatnich numerów tygodnika „DoRzeczy” pan Wojciech Cejrowski pisze, że on zapłacił podatku zdrowotnego 5 tys. złotych ponieważ rzetelnie wykazuje swoje przychody, a jego dużo bogatszy kuzyn – prawdziwy czy też domniemany – wykazujący prowadzenie biznesu na granicy opłacalności zapłacił za to samo 270 złotych. Co należy sądzić o tej formie opodatkowania czy też próbach reformowania służby zdrowia?
Nie jest to żadna reforma ochrony zdrowia, tylko zwiększenie opodatkowania bez zapewnienia dostępu do usług i poprawy ich jakości. Tak zwana reforma jest wyłącznie dociążaniem podatkowym klasy średniej, w tym mikro i małych przedsiębiorców i ich rodzin. Nie mają czasu na zmarnowanie, aby wyczekiwać na korytarzach rządowej służby zdrowia w kolejkach do lekarza i od dawna sami dodatkowo płacą za usługi medyczne.
Postulaty dotyczące mieszkań zgłasza wymieniona już Lewica i apeluje do rządu o ogromne wydatki na poziomie 100 mld złotych. Czy PiS i Lewica mówią w tej sprawie jednym głosem?
Przez ponad trzy dekady żaden z rządów nie wprowadził jednoznacznych zasad polityki mieszkaniowej obliczonej na kolejne dziesięciolecia, która zapewniłaby większą dostępność uzbrojonych obszarów do zabudowy i zlikwidowałaby administracyjne bariery dla budowy. Pod koniec lat 90 ubiegłego wieku rząd opracował raport, z którego wynikało, że już wtedy w cenie 1 metra kwadratowego ok. 30 procent kosztów stanowiły łapówki. Likwidacja korupcyjnych przepisów oraz procedur w Polsce sprawiłaby w efekcie, że mieszkania były po prostu tańsze.
Samo mówienie o pieniądzach, których sumy przekraczają w pierwszej kolejności percepcję i wyobraźnię mówiących o nich polityków świadczy nie o próbie i woli rozwiązania nabrzmiałego problemu, tylko o wiecowym podejściu.
Czy w Pana opinii poza zdecydowaną dyskryminacją polskich małych i średnich przedsiębiorców mamy jeszcze inne naglące problemy czy też nierówności, które należy rozwiązać?
Powiększa się nierównowaga praw i obowiązków między obywatelem, a instytucjami państwa. Obywatel ma coraz mniej skutecznych prawnych instrumentów ochrony przed władzą i jej nadużyciami. W marcu do nowego prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego został skierowany list otwarty z inicjatywy Centrum im. Adama Smitha i Fundacji Praw Podatnika, a podpisany przez znamienite grono osób publicznych w sprawie funkcjonowania sądownictwa administracyjnego. Zostało ono powołane jeszcze w czasach PRL w celu obrony obywateli przed władzą. W praktyce obróciło się przeciwko obywatelowi i reprezentuje obecnie interesy biurokracji na co zwróciliśmy uwagę obecnemu prezesowi NSA, podając najbardziej drastyczne tego przykłady.
Jak należałoby wykorzystać środki z tzw. Funduszu Odbudowy?
Wytworzono atmosferę wokół Funduszu Odbudowy jakby miał przynieść Polsce wybawienie z kryzysu. Czekanie na mityczne środki płynące Brukseli sprawiają, ze wszyscy czekają na pieniądze zamiast skupić się na uruchomieniu własnych zasobów, które są na miejscu. Na początku roku 2021 NBP poinformował, że kapitał na kontach obywateli przekroczył wartość biliona złotych. Jakim więc cudem ta wielomiliardowa, ale jednak zauważalnie mniejsza kwota w stosunku do kapitału będącego w dyspozycji naszego społeczeństwa, ma cokolwiek zmienić?
Rząd zamiast czekać na zmiłowanie biurokracji w Brukseli powinien zmienić warunki, które pozwoliłyby obywatelom Polski użyć wewnętrznego kapitału do inwestycji i rozwoju przedsiębiorczości. Energia rządu koncentruje się na skromnych środkach, których ceną jest wyzbycie się kolejnych elementów suwerenności państwowej.
Uprzejmie dziękuję za rozmowę.
