W rozmowie przeprowadzonej przez portal wpolityce.pl parlamentarzysta zaznaczył, że wbrew wcześniejszym narracjom, to nie PiS odpowiada za zagrożenie owej demokracji. Podkreślił, że Prawo i Sprawiedliwość nie przejęło władzy siłą i nie wyprowadzało wojska na ulice.

Jak przypomina Andruszkiewicz, w kampanii wyborczej ówczesna opozycja zapowiadała rzekom lepszą jakość polityki w Polsce i wyższe standardy demokratyczne. Tymczasem – ocenia parlamentarzysta – „są to standardy rosyjskie”. Dodał:

Tylko tak można określić sytuację, w której jacyś łysi panowie w skórach przychodzą, by nielegalnie przejąć telewizję publiczną z rąk legalnie wybranego przez Radę Mediów Narodowych zarządu”.

Podkreślał też, że ci którzy dopuścili się łamania prawa w kontekście przejęcia mediów publicznych, będą musieli za to odpowiedzieć. Stwierdził również, odnosząc się do interwencji poselskiej w siedzibie TAI, że obserwując „quasi standardy” narzucane przez Tuska:

[…] nie zdziwi mnie wcale rozwiązanie siłowe. Nie zdziwi mnie też, jeśli ekipa pułkownika Sienkiewicza wpadnie na pomysł, aby nasłać bandziorów na posłów PiS, by ich pobito czy wyprowadzono”.

Wyraził też nadzieję, że 11 stycznia czeka nas bardzo duży protest. Zachęcił wszystkich do udziału, przypominając że spotkanie będzie miało miejsce w czwartek o godzinie 16 pod Sejmem w Warszawie. W rozmowie z portalem dodał:

Jeśli teraz prześpimy ten czas, w którym polska demokracja jest niszczona, a wolność jest nam zabierana, to będzie za późno”.