Potwierdzają się twierdzenia polityków Zjednoczonej Prawicy, którzy od miesięcy podkreślali, że blokada polskiego KPO jest formą szantażu, który ma pomóc przejąć władzę Platformie Obywatelskiej. Mimo, że żadne z żądanych przez KE zmian w sądownictwie nie zostały zrealizowane, ta uruchamia należne Polsce fundusze.

- „Oficjalnie Komisja Europejska nie domagała się zmian w sądownictwie, bo nie pozwalają jej na to traktaty. Posłużono się kwestią oceny klimatu inwestycyjnego w Polsce, który jest wskaźnikiem dość uznaniowym. To takie sprytne posunięcie Brukseli”

- mówi w rozmowie z Business Insider osoba znająca kulisy polsko-unijnych negocjacji.

Warunkiem pozytywnej oceny „klimatu inwestycyjnego” ma być samo przejęcie władzy przez Donalda Tuska.

- „Nie trzeba być bardzo spostrzegawczym, by zauważyć, że fundamentalnym kamieniem milowym była zmiana rządu w Polsce. Sprawiła, że do wszystkich formalnych wymogów szybko da się znaleźć konstruktywne podejście po stronie Komisji”

- przyznaje inny rozmówca serwisu.

Do sprawy odniósł się za pośrednictwem mediów społecznościowych europoseł Jacek Saryusz-Wolski.

- „Nie ma czego przywracać, wystarczyło że jest taki rząd którego chciała Bruksela, czyli posłuszny. Opowieści o przywracaniu tzw. praworządności to bajki dla naiwnych”

- napisał polityk PiS na X.com.

- „Blokada funduszy i szantaż były po to, żeby wpłynąć na proces wyborczy. To ewidentny gwałt na demokracji. Już nawet się z tym nie kryją”

- dodał.