Premier Donald Tusk udał się w sobotę na granicę polsko-białoruską, gdzie w miejscowości Karakule spotkał się z funkcjonariuszami Straży Granicznej oraz żołnierzami. Mówiąc o trwającej wojnie hybrydowej, szef rządu zapowiedział wzmocnienie wschodnich granic przed „presją reżimu Łukaszenki” oraz „narastającym zagrożeniem wynikającym z wojny rosyjsko-ukraińskiej”. To o tyle zaskakująca sytuacja, że zupełnie inną narrację Platforma Obywatelska prezentowała w 2021 roku, kiedy nasz kraj mierzył się z apogeum operacji łukaszystowskiego reżimu. Ówczesna opozycja sabotowała podejmowane przez rząd Zjednoczonej Prawicy w celu ochrony granicy działania. Jej reprezentanci przekonywali, że Polska nie mierzy się z atakiem hybrydowym, a z falą uchodźców wojennych, którzy uciekają z Afganistanu po przejęciu władzy przez Talibów. Sam Donald Tusk nazywał nielegalnych imigrantów „biednymi ludźmi”, a parlamentarzyści Koalicji Obywatelskiej urządzali skandaliczne happeningi na granicy.

Teraz do zarzutów o hipokryzję kierowanych w stronę rządu odniósł się Piotr Zgorzelski.

- „W przypadku ochrony granicy z Białorusią nie chodzi o zmianę zdania, zmieniła się sytuacja. Jesteśmy praktycznie w stanie wojny (hybrydowej). Obowiązkiem Państwa Polskiego jest ochrona granic i polskich obywateli”

- napisał wicemarszałek Sejmu.

Tak więc, zdaniem obecnie rządzących, gdy w 2021 roku tysiące migrantów szturmowało granicę, nie była to wojna hybrydowa, bo rządziła Zjednoczona Prawica. Kiedy jednak teraz pojawiają się doniesienia o możliwym powtórzeniu się nasilonych ataków na granicę, jest to już wojna hybrydowa, bo rządzi koalicja Donalda Tuska.