W ocenie eksperta Macieja Tygielskiego za taki stan rzeczy odpowiada głównie inflacja, czego wynikiem jest ubożenie Polaków. Jak dodaje, Polacy kradną "właściwie wszystko jak leci".

Jak zauważa Tygielski, „ludzie zaczęli kraść rzeczy, które do tej pory nie ginęły masowo ze sklepów. Co ewidentnie pokazuje, że społeczeństwo poważnie odczuwa skutki wysokiej inflacji”.

- Ze sklepów ogólnie giną dwie kategorie towarów. Pierwsza to kategoria towarów szybko zbywalnych i za tym głównie stoją osoby, które robią to z pewnego przymusu. Druga kategoria to towary luksusowe – np. perfumy, drogie alkohole, drobna elektronika itd. I za tymi kradzieżami głównie stoją zorganizowane grupy przestępcze – uzasadnia ekspert.

W jego ocenie, jeśli inflacja będzie się nadal utrzymywała na wysokim poziomie, to „drobnych kradzieży będzie najwięcej przybywać, właśnie z powodu rosnących cen".

Jak zauważa Tygielski, na wzrost liczby kradzieży znaczny wpływ ma także dość powszechne już wykorzystywanie w marketach kas automatycznych, co wiąże się z niemożliwością skontrolowania wszystkich kupujących.

- "Co innego wbija się na kasę, a co innego ląduje w torbie z zakupami – stwierdza, dodając, że takie działanie nie jest w większości dziełem przypadku.

W ocenie eksperta nowelizacja kodeksu karnego, która zwiększa próg przestępstwa kradzieży z 500 zł do 800 zł także wpłynie na wzrost kradzieży, ponieważ to „ośmieli złodziei”.