„Gazeta Wyborcza” oskarżyła w środę Ministerstwo Spraw Zagranicznych o sprowadzenie do Europy setek tysięcy migrantów. Wedle autorów, może chodzić „o wielką aferę korupcyjną”. W resorcie kontrolę przeprowadzili politycy Koalicji Obywatelskiej, wedle których podejrzanych jest nawet 350 tys. wiz wydanych obywatelom krajów Afryki i Bliskiego Wschodu. Do doniesień tych odniósł się dziś na antenie RMF FM minister spraw zagranicznych prof. Zbigniew Rau.
- „Rzecz jest równie wiarygodna, jak pomysł z szantażowaniem głowy państwa. Kategorycznie temu zaprzeczam”
- podkreślił polityk.
Minister wyjaśnił, jak rzeczywiście wygląda uzyskanie zgody na wjazd na terytorium Polski przez osoby z Afryki i Bliskiego Wschodu.
- „Opinia publiczna musi wiedzieć, że mówiliśmy o planowanym rozpatrywaniu wniosków wizowych, natomiast jeśli chodzi o kraje typu Nigeria, Pakistan czy Indie, to statystycznie w Nigerii 80 proc. wniosków wizowych rozpatrzono negatywnie; w przypadku Pakistanu - 75 proc. odmów, Indii - ponad 50 proc. odmów. Poza tym przyznanie wizy nie oznacza jeszcze prawa wjazdu do Polski. To prawo stanięcia przed funkcjonariuszem straży granicznej, który podejmuje decyzje pod względem bezpieczeństwa”
- powiedział.
Prof. Rau odniósł się również do doniesień, wedle których przed polskimi placówkami dyplomatycznymi można było po prostu kupić wizę.
- „Taka dyskusja rzeczywiście trwała. Żadne rozwiązania instytucjonalne i prawne nie zostały podjęte. Nic takiego nie stało się w systemie prawa stanowionego, natomiast pan mówi o systemie outsorcingu. Sprowadza się on do tego, że w 2011 roku został on wprowadzony do naszych procesów przyznawania wiz, co wynikało z tego, że ówczesne kierownictwo resortu pana Radosława Sikorskiego postanowiło zamknąć prawie 40 placówek. Trzeba było przekazać to wyłanianym w przetargach firmom zewnętrznych”
- wyjaśnił.
