W lutym ub. roku prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś informował o bezprecedensowym ataku hakerskim na NIK, mającym obejmować pół tysiąca urządzeń, w tym telefon samego Banasia. Teraz „Rzeczpospolita” donosi, że prezes NIK nie zawiadomił jednak służb. Co więcej, „prowadzącej śledztwo prokuraturze odmówił przekazania informacji cyfrowych z rzekomo zainfekowanych systemów i urządzeń, a także ustaleń kanadyjskiej firmy Citizen Lab, która badała jego telefon”.
Ostatecznie do wydania tych rzeczy prezesa NIK zobowiązał sąd.
- „Prokuratura sporządziła dwa postanowienia o żądaniu wydania rzeczy oraz udzieleniu informacji. Dotychczas nie zostały zrealizowane przez prezesa NIK. Niczego nie otrzymaliśmy”
- mówi „Rzeczpospolitej” rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz.
Skąd taka niechęć NIK do przekazania informacji śledczym?
- „Obstrukcja ze strony NIK jest niezrozumiała dla śledczych. Izba boi się jednak kompromitacji. Afera okazała się bowiem wielką lipą”
- pisze „Rzeczpospolita”.
Jak twierdzi „Rzeczpospolita”, cała sprawa była „przedstawieniem obliczonym na to, by zablokować głosowanie w Sejmie wniosku o uchylenie Banasiowi immunitetu”.
