Ogromną burzę wywołała publikacja „Newsweeka”, który zrelacjonował zeznania Marcina W., byłego współpracownika Marka Falenty. Wynika z nich, że kompromitujące polityków Platformy Obywatelskiej nagrania mogły dostać się w ręce rosyjskich agentów.

- „Zanim taśmy z Sowy wstrząsnęły polską polityką, trafiły w rosyjskie ręce - zeznaje wspólnik Marka Falenty. Prokuratura wszczyna śledztwo, ale unika wątku szpiegostwa. Igor Prokudin poprosił Falentę, aby wyszli z sauny z przedstawicielem rosyjskich służb. Nie było ich około godziny. W hotelu Falenta powiedział mi, że dogadał się z Ruskimi i sprzedał im wszystko”

- czytamy w artykule.

Do informacji tych w rozmowie z portalem wPolityce.pl odniósł się Stanisław Żaryn.

- „Możemy powiedzieć, że wracają kolportowane już wcześniej przez część mediów, a później także polityków opozycji sugestie, jakoby za aferą podsłuchową stały rosyjskie służby. Przypomnę, że ta sprawa była już wykorzystywana do tego, aby pokazywać, że to rosyjskie służby de facto stoją za zmianami politycznymi z 2015 r. Tego rodzaju sugestie są zupełnym wymysłem”

- podkreślił.

Minister przypomniał, że Platforma Obywatelska oraz kontrolowane przez nią służby badały tę sprawę i „nie było żadnych śladów, które zostałyby ustalone przez ówczesne służby, dotyczących rosyjskiego wątku”.